Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii"
Autor ~ Moony
Korekta ~ Moony & Sora
Rozdział 2. "Pierwsze lekcje. Szukam swojej dobrej strony"
Pierwsze lekcje przed obiadem bardzo mi się podobały. Na transmutacji pani profesor zmieniła się w kota, a potem kazała nam zmienić ślimaka w wykałaczkę i na odwrót. Pod koniec lekcji na moim blacie dwa z pięciu ślimaków było drewnianym patyczkiem. Najwięcej wykałaczek na blacie miał Remus Lupin, chłopiec z pociągu. Wszyscy chcieli wiedzieć jak mu się udało przemienić tyle ślimaków i gratulowali mu. Chłopiec stał czerwony jak burak i odpowiadał na pytania.
Eliksiry minęły szybko. Profesor Slughorn okazał się być bardzo miły. Lily Evans z mojego dormitorium to jedna z lepszych uczennic na tym przedmiocie i od razu zyskała uznanie nauczyciela. Dwie godziny obrony przed czarną magią wspominam nie najmilej, ponieważ parę razy dostałam zaklęciem rozbrajającym i wylądowała na posadzce.
- Wszystko mnie boli - jęczał Josh, gdy szliśmy do Wielkiej Sali coś zjeść. Jego brat rozbroił go kilka razy, tak jak mnie Ali. Teraz oboje się z nas śmiali.
- Następnym razem dam Ci fory - powiedziała do mnie Ali przez śmiech. Popatrzyłam na nią wilkiem, ale też zaczęłam się śmiać. W takich nastrojach weszliśmy do Wielkiej Sali.
Sklepienie pomieszczenia było jasne i przejrzyste co wskazywało, że błonia są zalane słońcem. Ucieszyłam się ponieważ naszą następną lekcją było zielarstwo w jednej z cieplarni poza zamkiem.
- Jak wam się podoba w szkole? - zapytał Luck, kiedy usiedliśmy przy stole i nałożyliśmy sobie wielkie porcje przysmaków na talerze.
- Obrona przed czarną magią jest do bani - powiedział Josh z pełnymi ustami. Oczywiście po tych słowach wszyscy zaczęliśmy się śmiać i opowiedzieliśmy mojemu bratu o pierwszych lekcjach.
Po Zielarstwie nadszedł czas na opiekę nad magicznymi stworzeniami i dwie godziny zaklęć, które okazały się moją najmocniejszą stroną.Ćwiczyliśmy zaklęcie Wingardium Leviosa. Mieliśmy spróbować podnieść piórko na wysokość metra. Udało mi się to dwa razy!
- Idziemy do biblioteki - powiedziała Ali.
- Po co? - zdziwił się Eric. - Ja wolę iść na błonia i skorzystać z ładnej pogody puki jest.
- W bibliotece jest nudno - Josh poparł brata.
- Zgadzam się z nimi - oznajmiłam. Ali zrezygnowana podreptała za nami na łąkę. Usiedliśmy pod dębem. Na trawie rozłożeni byli inni uczniowie Hogwartu. Zauważyłam, że Lily Evans siedzi na brzegu jeziora z jakimś Ślizgonem. Chłopiec miał czarne, długie włosy. Nie widziałam całej twarzy, ale podejrzewałam, że był to Severus Snape. Lily mówiła, że poznała go jeszcze zanim dostała list z Hogwartu. To on opowiedział jej o szkole i magii. Był jej najlepszym przyjacielem, bo na siostrę nie mogła liczyć.
Z zamyślenia wyrwał mnie jakiś huk. Popatrzyłam na przyjaciół, wyglądali na wystraszonych. Rozejrzałam się po błoniach. Wszyscy uczniowie rozglądali się niespokojnie. Po jakimś czasie zza szkoły wyszedł profesor Slughorn. Był wściekły. Prowadził ze sobą dwóch chłopców. Obaj mieli czarne włosy i byli rozbawieni. Jednemu długie włosy zasłaniały twarz, drugi miał okulary. Byli Gryffonami.
- To James Potter i Syriusz Black - powiedział Eric.
- Mieszkają w dormitorium obok nas razem z Peterem Pettigrew i Remusem Lupinem - wtrącił Josh.
- Brat Blacka, Regulus Black był jednym z lepszych graczy w Quidditcha w Slytherinie - powiedzieli jednocześnie i zaczęli się śmiać.
- Musieli poważnie narozrabiać, skoro udało im się tak zdenerwować profesora Slughorna - powiedziała Ali. Pokiwałam głową. Ciekawe co takiego zrobili?
Po incydencie na błoniach poszliśmy na kolację. Jak zawsze jadłam do oporu. Rozmawialiśmy o lekcjach, a Eric i Ali cały czas wspominali OPCM (obronę przed czarną magią). Dosiadł się do nas Luck ze swoim przyjacielem Marco. Znałam go, bo często nas odwiedzał i był już stałym gościem.
Kiedy wracaliśmy do naszego pokoju wspólnego minęliśmy się z Potterem i Blackiem na schodach. Nie wyglądali na zadowolonych, ale znowu coś knuli. Widziałam to po ich minach.
- Odjęli nam punkty, - zauważył Josh - patrzcie.
Wszyscy popatrzyliśmy na klepsydrę. Na dole było mniej kamieni, niż kiedy wychodziliśmy. Bliźniacy popatrzyli na rozrabiaków wilkiem, a oni skrzywili się i lekko wzruszyli ramionami.
- Każdemu się może zdarzyć - Ali zaczęła bronić chłopców. - Wy też kiedyś możecie stracić punkty.
- Może i tak - zgodził się Josh. - Ali ma rację bracie. Chodźmy do pokoju.
- Okej - wspięliśmy się po schodach na wyższe piętro. Po drodze do wierzy utknęliśmy na schodach, ponieważ miały kaprys żeby się odwrócić, więc poszliśmy dłuższą drogą. Potem Eric wpadł na Stopień Pułapkę i musieliśmy go wyciągać z dziury.
- Czekoladowe kociołki - podałam hasło Grubej Damie. Kiedy mówiłam nie mogłam przestać się śmiać ze skwaszonej miny Eric'a.
- Nie ma się z czego śmiać - Eric nadąsał się jeszcze bardziej. - Nie ma nic zabawnego w siedzeniu w dziurawym stopniu [ -.-' ].
- Daj spokój stary - Josh usadowił się na kanapie przed kominkiem, obok swojego brata. Ali i ja zajęłyśmy fotele. - Każdemu się może zdarzyć - Eric dalej się dąsał więc Josh zaczął go łaskotać. Obaj zaczęli się śmiać. I po chwili wszyscy leżeliśmy na miękkim dywanie i śmialiśmy się na cały głos.
- A zadanie odrobione, że tu tak wesoło? - usłyszałam głos mojego brata. Luck siedział na fotelu, a jego przyjaciele na kanapie.
- Jeszcze nie - przyznał Eric siadając. Luck uniósł brew i popatrzył na nas.
- Zaraz zrobimy - oznajmiła Ali.
- Tak, tak już idziemy robić - Josh pociągnął nas do stolika na drugim końcu pokoju. Luck zaśmiał się, jak odchodziliśmy, westchnął i pokręcił głową.
Rozłożyliśmy książki i zwoje pergaminów. Zabraliśmy się do pracy. Nie było tego dużo, ale zajęło nam to prawie cały wieczór.
- Mam już dosyć - oznajmił Josh, kiedy pisałam ostatnie zdanie w wypracowaniu na zaklęcia. Popatrzyłam na niego. Miał przekrwione oczy. Rzuciøam okiem na jego pergamin. Opisywał właśnie jakąś roślinę na zielarstwo.
- Łał. Ale ładnie rysujesz - powiedziałam. Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony.
- Nie żartuj sobie ze mnie.
- Mówię serio. Naprawdę mi się podoba.
- Jak tak mówisz - uśmiechnął się Josh. - Nigdy nie miałem okazji pokazać komuś swoich rysunków.
- Zawsze Ci mówiłem, że Twoje rysunki są fajne, to mi nie wierzyłeś - powiedział Eric wpatrzony w swoje wypracowanie. - Ja nie mam takiego talentu jak ty. Mnie to nudzi - dopisał coś do ostatniego zdania i zwinął pracę w rulon.
- Zagramy w eksplodującego durnia? - zapytałam, kiedy wszyscy skończyliśmy. Chłopcy przeciągnęli się.
- Możemy zagrać - zgodziła się Ali. - Ale ostatnio nie szło mi za bardzo.
- Dzisiaj będzie lepiej - powiedział Josh i rozłożył grę.
Graliśmy bardzo długo. Do pokoju zaczęli się schodzić uczniowie i po jakimś czasie pomieszczenie było prawie pełne. Dosiadły się do nas Lily i Cornelia oraz Matt i Kali z dormitorium chłopców. Wszyscy naprawdę dobrze się bawiliśmy. Parę razy prefekci musieli interweniować, ponieważ Potter i Black znowu rozrabiali.
Jednym z prefektów był Marco. Widziałam, że był zły na rozrabiaków, ale próbował tego po sobie nie pokazywać. Chłopak był na piątym roku. Miał piaskowe włosy i ciemno niebieskie oczy. Lubił pomagać uczniom i był naprawdę miły. Drugim prefektem była Camilla z roku szóstego. Miała rude włosy i piwne oczy. Była miła, sympatyczna i przyjazna.
- Idę spać - powiedziała w pewnym momencie Ali. - Jestem padnięta.
- Ja też już idę - oznajmiłam. - To był ciężki dzień. Wam też radzę się położyć. Obaj dostaliście dzisiaj w kość - chyba zrozumieli o co mi chodziło, bo popatrzyli na mnie spode łba. Zaśmiałam się.
- Tak, my też już idziemy - powiedzieli jednocześnie, przez co jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać. Ali pociągnęła mnie za szatę. Wzięłam swoje książki i prace domowe, i poszłyśmy na wierzę. Pożegnałyśmy się z chłopcami przy schodach i każdy poszedł w swoją stronę. W dormitorium przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy się w łóżkach. Gadałyśmy jeszcze z jakąś godzinę i zasnęłyśmy.
~ Moony
Zachęcam do komentowania :) Błagam, napiszcie czy wam się podoba... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz