środa, 27 sierpnia 2014

Opowiadanie 1. ~ Mello

Tak, to znowu ja :3
Jak obiecałam, dodaję dzisiaj 2 część opowiadania C:
Miłego czytania! ^^

Opowiadanie 1.
Autor: ~ Mello
Korekta: ~ Sora
Anime: Shingeki no Kyojin
Paring: ArminxMikasa
Tytuł: '' Miłości się nie wybiera...''
Rozdział 2.
Tytuł: " Tamte Walentynki... cz.2 "

" Kiedy jesteś nieszczęśliwy, szukasz kogoś, kto jest w gorszym położeniu niż ty... " ~ Lucy, Elfen Lied

Ten rozdział dedykuję Wikuni :3 ( muahahahah :P )

W łazience były wszystkie dziewczyny. Nie była ona duża, ale na tyle wielka, by pomieścić dwie kabiny prysznicowe, dwie ubikacje oraz trzy umywalki. Nad nimi wisiało prostokątne lustro.

Przy umywalkach malowały się Christa i Ymir. Christa miała ubraną żółtą, zwiewną sukienkę. Włosy spięła w wysokiego kucyka. Założyła balerinki na lekkim obcasie. Zauważyłam na jej ręce bransoletkę, którą dostała od Reinera. Ymir natomiast wyglądała ślicznie w swojej seledynowej, prostej sukience. Materiał ubrania przypominał Jeans. Miała niedbałego warkocza. Palec serdeczny u lewej ręki przyozdobiła srebrnym pierścionkiem. Dziewczyny dopracowywały swoje makijaże do perfekcji.

Mina Carolina właśnie weszła do łazienki z fioletową sukienką. Skierowała się do kabiny toaletowej, by ją ubrać. Za nią weszła Annie.

Miała na sobie czerwoną sukienkę z falbanami i czerwone szpilki. Narzuciła na siebie białe bolerko. Na jej szyi widniał jak zwykle srebrny wisiorek z dużą literą "A" od jej imienia "Annie". Usta miała pomalowane czerwoną szminką w odcieniu krwi. Nie zmieniła fryzury, była taka jak zawsze. Wyglądała elegancko, ale bez przesady.

- Annie, co ty taka odstrzelona? - spytała Sasha
- A co, nie mogę?! - prychnęła na nią dziewczyna.

Sasha i Annie nie lubiły się. Często się sprzeczały o byle co. Ja też jej nie lubiłam, ale nie chciałam się z nią kłócić. Może i dobrze walczyłam, ale nie umiałam się odgryzać. Moja przyjaciółka robiła to za mnie. Gdy Annie miała do mnie jakieś wąty, szybko stawała w mojej obronie. Czasem Leonhardt bardzo ją obrażała, Sasha jednak brała to na klatę i odpowiadała tym samym. Byłam z niej dumna. Cieszyłam się, że mam taką dobrą, wspaniałą przyjaciółkę.

- No możesz... Ale nie słyszałam, żebyś miała chłopaka...
- Tak się akurat składa, że od jakiegoś czasu się z kimś spotykam.
- Z kimś? ... - Sasha drążyła temat
- Tak " z kimś "! I nic ci do tego ziemniaczku!
- ZIEEMNIACZKUUU?!!! - Saszka wkurzyła się - Czy ja się przesłyszałam?!
- Dobrze zrozumiałaś, ziemniaczana panienko!

Braus wyglądała, jakby zaraz miała przywalić przeciwniczce.
Sytuacja powoli zaczęła wymykać się spod kontroli. Postanowiłam to zakończyć.

- Dziewczyny, przestańcie... - zaczęłam - Nie kłóćcie się... Po co psuć sobie taki piękny dzień...

Nagle poczułam, jak Annie karci mnie wzrokiem. 
Po chwili odparła:
- Tym razem przyznaję ci rację, Ackerman. Przepraszam Braus. - powiedziała ciepło.

Obie byłyśmy zdziwione tą nagłą zmianą. Zresztą, nie tylko my, Christa i Ymir też uważnie przyglądały się całej sytuacji.

- Ja też przepraszam. - spokojnie odpowiedziała Sasha - Nie powinnam tak się wypytywać.To z kim się spotykasz to twoja prywatna sprawa.
- Widzę, że się rozumiemy. - powiedziała niebieskooka.

Już miała iść, gdy zauważyła miętową sukienkę, którą trzymała Saszka. Zrozumiała, że to dla mnie.

- To sukienka dla Ackerman?
- Tak, a co? - zapytała wojowniczo nastawiona Sasha.
- Nie, nic... - popatrzyła się na mnie - O ile wiem, nie masz sympatii, co?

Obleciał mnie strach.

- Eee... Ja... - tylko tyle zdołałam z siebie wydobyć. Na szczęście, przyjaciółka była przy mnie.

- Nie ma, ale dziś zdobędzie! - wykrzyknęła.

Poczułam, jak wszystkie spojrzenia kierują się na mnie. Annie jeszcze chwilę na mnie patrzała, a następnie odparła:
- W takim razie powodzenia!
- Dziękuję... - powiedziałam speszona.

Z ubikacji wyszła Mina.

- Co się tu dzieje? - spytała, patrząc na nas wszystkie po kolei.
- Nic - odparła Annie - Chodź, my już musimy iść!

Po chwili już ich nie było. Sasha dała mi sukienkę. Weszłam do kabiny.

Ciekawe, z kim spotyka się Annie... - pomyślałam. Wolni są tylko Eren, Armin i Connie... a co jeśli... ? Nie, to niemożliwe... Na pewno jest z Arminem lub Connie'm!
Odciągając od siebie te myśli, zaczęłam się przebierać.

Po pięciu minutach wyszłam. Nie zmieniłam fryzury, lubiłam mieć rozpuszczone włosy. Założyłam biżuterię mojej mamy. Nałożyłam czarne balerinki.

- Wow, Mika, zajebiszczo wyglądasz! - wykrzyknęła Sasha.
- Nie no, nie przesadzaj... - odparłam lekko zarumieniona.
- Mikasa, powinnaś częściej ubierać się w sukienki. - powiedziała Christa.
- Podpisuję się pod tym! - odrzekła Ymir, pięknie się uśmiechając.
- Ale... Ja... - poczułam się nieswojo w centrum uwagi.
- Musimy Cię tylko jeszcze pomalować! - powiedziała zadowolona Sasha.
- Ale ja nie chcę... - szepnęłam.
- Nie bój się! Umiem dobrze malować! Nie będziesz mieć mocnego makijażu! - uspokoiła mnie Ymir.
- No... dobrze. Zgadzam się. - odparłam.

Piegowata dziewczyna zaczęła mnie malować.

- A tak właściwie... Dlaczego tak wcześnie wstałyście? - zapytałam z ciekawości - Zawsze śpicie do późna...
- Widzisz Mikasa - zaczęła Christa - dzisiaj są Walentynki... I chciałybyśmy jak najwięcej czasu spędzić z chłopcami...
- Rozumiem... - odparłam -A zajęcia?
- O to się nie martw! - wyjaśniła Ymir - Marco, Reiner i ja wszystko załatwiliśmy! Poszliśmy do szefa ( tak nazywaliśmy nauczyciela ) i przekonaliśmy go, by dziś dał nam wolne. I się zgodził!
- Naprawdę? - zapytałam z niedowierzania.
- Ja też na początku nie wierzyłam, ale staruszek ma jednak dla nas trochę serca. - odparła Sasha żując kawałek bułki, która ni stąd ni zowąd pojawiła się w jej rękach.
- Rozumiem... - powiedziałam lekko się uśmiechając.

Chyba, jednak będę go wspominać ciepło... -pomyślałam.

- Gotowe! - wykrzyknęła Ymir.
- Wow, ślicznie wyglądasz! - Christa krzyknęła z zachwytu.
- Ja... Dziękuję.
- No dobra! - odparła Sasha - Wielkie dzięki, dziewczyny! Chodź Mika, na nas już czas!

Chwyciła mnie za rękę. Pożegnałam się z koleżankami i wyszłyśmy z domku. Była już 9.30.

- Odprowadzę cię do koszar* chłopców. - rzekła uradowana Sasha.
- Dobrze. - odparłam uśmiechnięta.

Nagle, za zakrętu wyszedł Jean.

- Tu, jesteś Myszko. - powiedział Jean, nie zauważając mnie - Właśnie po ciebie szedłem. Zabieram cię na piknik!
- Jean... - szepnęła zarumieniona Sasha.

Wyczułam sytuację, nie powinnam psuć romantycznego nastroju.

- To ja już pójdę. - powiedziałam ciepło się do nich uśmiechając - Miłego dnia!
- Pa, Mika... Powodzenia! - krzyknęła na pożegnanie Sasha.

Trzymając się za ręce, odeszli.

Piękna z nich para. - pomyślałam - Ciekawe, czy ze mnie i Erena też taka będzie... Może będziemy mogli chodzić na podwójne randki...

W tym momencie stanęłam przed drzwiami do domku chłopców.

- Ogarnij się Mikasa... - próbowałam się uspokoić - Na pewno ci się uda...
3...
2...
1...
Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi.

Koniec rozdziału 2.

Muahahahahah XD Jak ja lubię kończyć w takich momentach :3 Trochę się rozpisałam, ale to dlatego, że chciałam skończyć właśnie teraz. Tak, wiem że to opowiadanie ArminxMikasa, a w 2 rozdziale jeszcze nie ma Armina, ale obiecuję, że już w 3 rozdziale na 100% się pojawi ^^
Na teraz to wszystko. Do zobaczenia! C:
* koszary - domki, w których mieszkają kadeci.
~ Mello 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz