„Wielka uroczystość”
-Za
tydzień odbędzie się uroczysty bal walentynkowy. Obecność uczniów jest
obowiązkowa, ponieważ wystawiać będą przedstawienie- powiedziała panna Grace,
podczas lekcji języka polskiego.
-Tematem
oczywiście będzie miłość - dodała po chwili.
-Czy
mamy sami napisać scenariusz?- zapytała siedząca w trzeciej ławce pod oknem,
wysoka uczennica Luna.
-Tak.
Dobierzecie się w grupy i napiszecie po jednym scenariuszu. Gdy wszyscy je
przyniosą, wybierzemy najlepszy i wystawimy podczas balu. Nagrodą dla zwycięzcy
tego konkursu, będzie możliwość rozdzielenia ról w klasie. Nie musicie martwić się o przygotowanie
scenografii i kostiumów. Nasz szkolny teatr posiada wiele rzeczy, które
będziemy mogli wykorzystać do przygotowań i prób.
Dryń
dryń!- rozległ się dzwonek świadczący o końcu lekcji oraz rozpoczynającym się
weekendzie.
Luna wybiegła z klasy w
towarzystwie swoich przyjaciół- Charlotte i Olivera.
Już
w szatni zaczęli rozmawiać na temat przedstawienia. Dziewczyny miały wspaniałe
pomysły co do scenariusza, lecz Oliver w ogóle się nie odzywał. Tak jak każdy
chłopak nie przepadał za rozmowami o miłości i uczuciach.
-Dlaczego
się nie odzywasz, Oli?- zapytała Charlotte- Nie podobają ci się nasze pomysły?
-Mam
trochę inną wizję przedstawienia niż wy- odparł.
-Masz
rację, ciebie również powinnyśmy się zapytać o zdanie w tej sprawie-Przyznała
Luna.- Więc jaki masz pomysł?- zapytała.
-Uważam,
że przedstawienie powinno zawierać mały "dreszczyk", w przeciwnym
razie będzie mdłe.- Powiedział nieśmiało chłopak, odrobinę się rumieniąc.
Przyjaciółki
zachichotały cicho, lecz przyznały mu rację.
Po
chwili, gdy już wszystkie sugestie zostały wypowiedziane na głos, grupa
młodzieży spacerując alejką w stronę centrum miasta zdecydowała, że spotkają
się w sobotę w domu Charlii. Gdy dotarli do rozwidlenia dróg pożegnali się i
każdy poszedł w swoją stronę. Luna mieszkała na wprost i jako pierwsza doszła
do swojego domu. Była tak podniecona zadaniem zadanym przez pannę Grace, że od
razu spisała wszystkie pomysły przyjaciół i zaczęła przygotowywać wstępny plan
scenariusza.
Nazajutrz
uczennica szybko spakowała swoje zapiski i pobiegła do domu Charlotte. Nie
mogła się wręcz doczekać pisania pracy z przyjaciółmi.
Do
wyznaczonego domu dotarła spóźniona i zasapana. Gdy weszła do pokoju Charlii
dostrzegła przyjaciół siedzących obok siebie na łóżku. Z ożywieniem prowadzili
jakąś dyskusję. Gdy zobaczyli Lunę stojącą w drzwiach z tajemniczym uśmiechem,
zaczerwieniona Charlotte odskoczyła od chłopaka tak gwałtownie, że ten aż spadł
z łóżka. Dziewczyny zaczęły się głośno śmiać, a niezadowolony Oliver pocierać
obolałe biodro.
-Przepraszam
że musieliście na mnie czekać- powiedziała Luna chytrze się uśmiechając- ale
widzę że nie narzekaliście na nudę.
Po
tych słowach oberwała miękką poduszką od Charlii, co chwilę później przemieniło
się w prawdziwą wojnę. Gdy nie dało się dostrzec już żadnej całej poduszki wszyscy
razem runęli na podłogę nie potrafiąc przestać się śmiać. Aby nieco uspokoić
śmiech zaczęli sprzątać duży pokój zapełniony białym puchem niegdyś
wypełniającym poduszki.
Gdy
pomieszczenie było już czyste przyjaciele zaczęli poważną rozmowę dotyczącą
przygotowań scenariusza.
-Przygotowałam
wczoraj spis naszych pomysłów - powiedziała Luna wyciągając kartkę zapisaną jej
estetycznym pismem i podała ją Oliemu - Uważam, że każdy z nas powinien wnieść
coś do tej pracy.
-Oliver
- powiedziała Charlotte - pomyślałeś nad tym ”dreszczykiem”- w tym momencie
narysowała w powietrzu znak cudzysłowu - który według ciebie powinniśmy wpleść
w nasze opowiadanie?
-
Tak, pomyślałem o tym. Na przykład główną bohaterkę może porwać jakiś zbir i
żądać okupu w zamian za jej życie.
-Oli,
nie sądzisz, że to trochę... drastyczne?- spytała Luna.
-Ależ
skąd!- oburzył się chłopak - Dla dziewczyn to zawsze coś jest nie tak- dodał
przewracając oczami.
Dziewczyny
nie zwracając uwagi na Olivera, rozmawiały dalej między sobą. Po długich godzinach
pracy uzyskali upragniony efekt. Gdy w końcu skończyli robić zadaną im pracę
było już późno i nie mogli dłużej zostać u przyjaciółki. Wrócili więc do swoich
domów.
Gdy
przyszli do szkoły w poniedziałek nie mogli doczekać się lekcji z panną Grace.
Ich praca wyglądała wspaniale. Była napisana pięknym pismem Luny z mała pomocą
Oliviera na błękitnych kartkach Charlii. Każda osoba dodała coś od siebie, nie
tylko w wyglądzie pracy, ale też dzięki swoim pomysłom w wykonaniu.
Na
szóstej lekcji pani polonistka zbierała od grup ich prace. Luna drżącą ręką
podała pannie Grace swoje zadanie domowe. Uczniowie dostali zadania do
zrobienia na lekcji, a w tym czasie pani nauczycielka wybierała zwycięski
scenariusz.
Nadszedł
koniec lekcji. Cała trójka przyjaciół zaczęła z niecierpliwością czekać na
werdykt.
-A
więc drogie dzieci.- Zaczęła panna Grace.- W konkursie na najlepszy scenariusz
wygrała grupa… Luny! Brawo, za najciekawszą pracę dla składu tej drużyny!
Cała
klasa zaczęła klaskać. Luna, Charla i Oliver uśmiechali się do siebie składając
sobie nawzajem gratulacje.
-Myślę,
że ta grupa najbardziej zasłużyła na zwycięstwo.- odezwała się panna Grace -
Czy moglibyście wyjść na środek i opowiedzieć o przedstawieniu jakie wystawi
nasza klasa?- zapytała.
-Oczywiście
- odpowiedzieli chórem przyjaciele stając już pod tablicą.
-Przedstawienie
zacznie się od opowiedzenia legendy o miłości z dawnych czasów - powiedziała
Luna zaczynając wypowiedź jako najśmielsza z całej grupki - Cały scenariusz
dotyczy dwojga zakochanych mieszkańców czarodziejskiego miasta Magnolii, Marii
i Ruperta, którzy magicznym pocałunkiem zawarli nierozerwalny związek -
dokończyła.
-Lecz
niekończący się spokój pięknej czarodziejki i wspaniałego maga zakłóci
zbliżające się wielkimi krokami niebezpieczeństwo - dodała Charlotte.
-Opowieść
zakończy się hucznym weselem Marii- magini wody i Ruperta- maga lodu - dopowiedział
Oliver.
-Oszacowaliśmy,
że nasze przedstawienie nie zajmie więcej niż czterdzieści pięć minut - powiedziała
z uśmiechem Luna.
Wszyscy
ponownie zaczęli bić brawo grupie stojącej na środku sali.
-Widzę,
że dobrze wybrałam - powiedziała nauczycielka - Zaplanowaliście już wszystko?-
zapytała.
-Tak,
wiemy też jak mniej-więcej będzie wyglądała scenografia i kostiumy. Wybraliśmy
również aktorów do poszczególnych postaci. Charlotte zostanie Tamafune, czyli
nimfą która pomaga głównym bohaterom, Oliver będzie jednym z głównych
strażników Magnolii - Warrenem, według moich przyjaciół ja powinnam wystąpić
jako Maria, a Rupertem powinien być Jack - w tym momencie, spojrzała na
przystojnego szatyna siedzącego pod ścianą. Na jego twarz, wkradł się mocno
widoczny rumieniec.
Gdy
ostatnia lekcja się skończyła Pani profesor zaprowadziła zwycięzców do
szkolnego teatru aby poszukać rzeczy potrzebnych do odegrania sztuki. Po
półgodzinie przygotowana była długa do ziemi, błękitno-biała suknia Marii,
śnieżnobiały garnitur Ruperta, ciemny mundur Warrena i zwiewna
żółto-zielono-biała sukienka do kolan dla Tamafune. Po dłuższym czasie wszystko
zostało znalezione i przygotowane, czekało na użycie.
Gdy
nadszedł 14 lutego wszystkich aktorów zjadały nerwy, lecz gdy patrzyło się na
pięknie przygotowaną scenografię, aż chciało się wskoczyć na scenę i zacząć
przedstawienie. Wystrój wyglądał idealnie, wszędzie były granatowe i ciemno
fioletowe kwiaty, podłoga przypominała wodę, a na środku sceny stała łódka bez
dna, którą kiedyś wykorzystali w przedstawieniu o piratach. W łódce siedzieli
już Luna i Jack ucharakteryzowani na Marię i Ruperta. Po pięciu minutach
przedstawienie się zaczęło.
Wszyscy
widzowie byli oczarowani piękną sztuką, więc aktorzy otrzymali owacje na
stojąco. Po zakończonych gratulacjach dla grupy młodych artystów panna Grace
powiedziała:
-A
więc oto była sztuka przygotowana przez Lunę, Charlotte i Oliviera. Teraz
rozpoczyna się bal Walentynowy. Bawmy
się!- po tych słowach rozległ się głośny okrzyk zgody i z głośników zaczęła
płynąć muzyka.
Młodzież
nie zapomni szybko tego dnia. Wszyscy świetnie się bawili tańcząc i śmiejąc
się. Oliver nawet odważył się zatańczyć z Charlotte. W tamten dzień Luna
zdecydowała, że w przyszłości zostanie pisarką, a może nawet reżyserką.
Oczywiście
dziewczyna odniosła sukces pisząc i kilka lat później wydała swój pierwszy
bestseller.
Siemanko, Miśki! :3
Oto ukazało się moje pierwsze opowiadanie. Była to moja praca na j. polski, która została niesprawiedliwie oceniona przez moją polonistkę :<. (P.S. Pozdrawiam panią z podstawówki :p )
Mam nadzieję, że po tym co właśnie przeczytaliście, nie opuścicie naszego bloga...
Prosimy o komentowanie naszych dzieł :3.
~Sora
P.S.
Nasi czytelnicy mogą składać zamówienia na jakieś odrębne historyjki (one-shoty).
~Wasze kochane, adminki :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz