środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 1. ~ Moony


Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii."
Autor: ~ Moony
Korekta: ~ Moony & Sora
Rozdział 1. "Poznaję nowych przyjaciół i dołączam do Gryffonów"


    

   "Najwyższa pora wstać" powiedziałam do siebie. Za oknem świeciło już słońce. Popatrzyłam na zegarek. Było po siódmej. Zwlokłam się z łóżka i przeciągnęłam. Za parę godzin stanę na progu Hogwartu.
    Bałam się przydziału, chociaż z natury byłam naprawdę odważna. Miałam nadzieję, że trafię do przyjaznego domu. Ubrałam się szybko i zbiegłam na dół, do kuchni.  Cała moja rodzina już tam była. Mama miała brązowe włosy związane w kok. Ogólnie była drobną osobą i miała idealne rysy twarzy.  Lubiła się śmiać i opowiadać kawały. Teraz w jej szarych oczach zobaczyłam smutek, tęsknotę i dumę. Ojciec pochylał się nad jakąś książką. Miał jasne włosy i zielone oczy. Był dobrze zbudowany i naprawdę przystojny, często się uśmiechał. Pod prawym okiem miał znamię, które mój brat i ja odziedziczyliśmy. Miał też piegi, dużo piegów. Pospiesznie zjadłam śniadanie razem z rodzicami i moim starszym bratem, Luck'iem. Luck miał jasne włosy, tak jak tata i niebieskie oczy. Był wysoki i wysportowany (był pałkarzem w drużynie Gryffindoru). Miał 13 lat.
   Po śniadaniu pojechaliśmy na dworzec. Mama została w samochodzie, ponieważ nie była czarodziejką. Przeszliśmy na peron 9 i 3/4. Było pełno młodych czarodziei z rodzicami. Rozglądałam się zaciekawiona. Przychodziłam tu co roku z Luck'iem, kiedy jechał do szkoły. Pożegnaliśmy się z tatą i poszliśmy szukać wolnego przedziału. Na korytarzu był tłum. Przepychałam się za bratem szukając przedziału. Gdy tak szliśmy, zobaczyłam, że do jakiegoś przedziału pełnego dziewczyn (miały ok.14 lat), wpadł mały chłopiec, pewnie miał tyle samo lat co ja. Był chudy i mizerny. Miał bladą twarz. Brązowe włosy opadły mu na oczy. Kiedy wylądował na podłodze pociągu dziewczyny zaczęły się z niego śmiać. Ktoś pomógł mu wstać upominając nastolatki.
- Będę w przedziale obok - powiedział Luck, kiedy znaleźliśmy puste miejsca. W przedziale siedziała tylko jasnowłosa dziewczynka. Luck przytulił mnie i poszedł do swoich przyjaciół.
- Cześć - uśmiechnęła się do mnie blondyneczka. Miała czarne, przyjazne oczy i ładną buzię.
- Cześć - przywitałam się. - Mogę usiąść?
- Nie krępuj się. Wszystkie miejsca wolne. Mam na imię Alison - przedstawiła się, kiedy usiadłam naprzeciwko niej. - Mów mi Ali.
 - Ja jestem Lucy - powiedziałam. Ali uśmiechnęła się. Wydawała się naprawdę fajna. Siedziałyśmy w ciszy. Nie byłam dobra w zaczynaniu rozmów. Ali chyba też nie lubiła dużo mówić, bo siedziała cicho i patrzyła w okno. Po jakimś czasie przypomniało mi się, że mam w torbie czekoladowe żaby. Zaczęłam ich szukać. Kiedy znalazłam słodycze podałam jedną żabę Alison. Uśmiechnęła się do mnie i podziękowała. Otworzyłam swoją żabę i odgryzłam jej głowę. Wyciągnęłam kartę dołączoną do czekoladki i prawie podskoczyłam z radości. Z karty mrugnął do mnie Albus Dumbledore. Zbierałam karty od lat i w mojej kolekcji brakowało tylko dyrektora Hogwartu.
- Kogo masz? - zapytała moja towarzyszka. - Ja mam Bathildę Bagshot, znowu.
- Ja mam Dumbledora - zaśmiałam się. - Mam już wszystkich z kolekcji.
- Mnie jeszcze kilku brakuje - oznajmiła Ali. Po tych słowach znowu nastała cisza.
       Pół godziny później do przedziału weszli dwaj chłopcy. Byliby identyczni, gdyby jeden nie miał białej blizny ciągnącej się przez pół twarzy (od czoła, przez oko, do policzka) z lewej strony. Oboje mieli czarne włosy i czekoladowe oczy. Szeroko się uśmiechali pokazując białe, lekko zaostrzone zęby. Usiedli obok nas i przywitali się. Ten ze szramą na twarzy miał na imię Josh, a jego brat Eric. Byli naprawdę fajni. Przez resztę podróży graliśmy w eksplodującego durnia (czarodziejski odpowiednik mugolskich memory) i śmialiśmy się tak głośno, że zaglądali do nas zaciekawieni i zaniepokojeni uczniowie.
     Wyszłam na peron w towarzystwie moich nowych przyjaciół. Hagrid, gajowy w Hogwarcie (pół olbrzym), poprowadził nas w stronę jeziora. Na brzegu stały łódki. W czwórkę weszliśmy na pokład i ruszyliśmy w stronę zamku.
    Kiedy przekroczyłam próg szkoły uważnie się rozejrzałam. Weszliśmy do wielkiej Sali Wejściowej. Na ścianach wisiały obrazy, które machały do nas przyjaźnie. Na jednej ze ścian wisiały cztery klepsydry z kolorowymi kamieniami: czerwonymi, zielonymi, żółtymi i niebieskimi. "Każda dla innego domu" pomyślałam. Kiedy już wszyscy pierwszoroczni weszli do zamku pozwolono nam wejść do Wielkiej Sali. Stały tam cztery stoły dla uczniów i jeden nauczycielski pod ścianą, naprzeciwko wejścia. Stanęliśmy w szeregu przed profesorami, wysłuchaliśmy pieśni Tiary i kolejno siadaliśmy na stołku, i zakładaliśmy na głowę starą Tiarę Przydziału. Kiedy padło moje nazwisko i imię podeszłam do stołka i usiadłam. Stara, podziurawiona, czarodziejska czapka ledwo dotknęła mojej głowy, a rozległ się okrzyk GRYFFINDOR! Przy stole po mojej prawej stronie usłyszałam okrzyk radości. Moi przyjaciele, po krótkim czasie zajęli miejsce obok mnie. Przyglądaliśmy się innym pierwszakom, jeszcze kilka osób dołączyło do naszego stołu, w tym ten mały, blady chłopiec, którego widziałam w pociągu. Teraz mogłam przyjrzeć mu się dokładniej. Miał miodowe podkrążone oczy. Na twarzy miał liczne rany. Wyglądał na zmęczonego i smutnego. Zrobiło mi się go trochę żal.
       Dyrektor przypomniał kilka ważnych informacji, powitał nowych uczniów i rozpoczęła się uczta. Jeszcze nigdy nie widziałam tylu pysznych dań na jednym stole. Nałożyłam sobie dużą porcję jedzenia. Nalałam dyniowego soku i zaczęłam jeść. Podczas uczty rozmawiałam i śmiałam się razem z Alison i bliźniakami. Duchy poszczególnych domów latały nad nami i rozmawiały z uczniami. Po kolacji poszliśmy za prefektem do naszego pokoju wspólnego i rozeszliśmy się do dormitoriów. Pokój był duży. Stały w nim cztery łóżka z zasłonami. Przez okno wierzy widać było błonia (taka se duża łąka). Przy łożu pod oknem zobaczyłam swój kufer. Miałam zamieszkać z Alison, Lily Evans, rudowłosą dziewczynką z zielonymi oczami i Cornelią Ros, czarnowłosą o niebieskich oczach.
         Długo nie umiałam zasnąć, ale gdy w końcu mi się to udało śniły mi się bardzo przyjemne sny.

~ Moony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz