*bije sobie brawo* Powiem Wam szczerze, że jestem z siebie dumna! :D Myślę, że wykonalam kawał
dobrej roboty. *odchrząka* Nie przeciągając...
Opowiadanie 1. "Jeszcze chwila i będziemy razem"
Wstęp.
Autor: ~ Sora
Korekta: ~ Sora + Moony :3
Nie jest to opowiadanie o paringu z żadnego anime (nie było weny na takowe ._.)
Byłam sama w
domu. Rodzice wyjechali na ślub znajomych, a ja, z powodu zapowiadanej tam nudy,
zostałam w domu. Za oknem padało i ogólnie nie panowała przyjemna temperatura.
Siedziałam na podłodze, przed kominkiem, owinięta ciepłym kocem. Za okopconą
lekko szybką, buchał przyjemny ogień, dający ciepło wszystkim żyjątkom w moim
domu. Na panelach przede mną, leżał rozłożony już wcześniej przeze mnie album,
oprawiony w miły w dotyku materiał. Bardzo lubię przeglądać zdjęcia, nawet te,
które zostały zrobione stosunkowo niedawno. Zawsze przy tym myślę sobie coś w
stylu: ,,Ah, jak ładnie na tym wyszłam!” lub ,,Mama była tak zaskoczona kiedy…”
i wiele innych.
Przewróciłam
kolejną kartkę, grubego albumu. Moim oczom ukazały się trzy bardzo do siebie
podobne zdjęcia i jedno, które bardzo się wyróżniało. Na wszystkich uwiecznione
zostały dwie osoby w scenerii nadmorskiej. Na dwóch pierwszych dziewczyna
ubrana w biało-niebieskie bikini próbowała zaciągnąć chłopaka do wody. Nie było
widać jego twarzy, lecz można było stwierdzić, że na pewno jest wysokim, dobrze
zbudowanym, brunetem (jasnym). Na trzecim zdjęciu stali razem zanurzeni już po pas w
wodzie. Pięknie razem wyglądali. Jego opalona skóra cudownie kontrastowała z
prawie białą karnacją dziewczyny. Na wszystkich zdjęciach świetnie się bawili,
było to widać na pierwszy rzut oka.. Na ostatniej fotografii na tej stronie, znajdowała
się ta sama para młodych ludzi co na wcześniejszych. Dziewczyna stała wtulona w
chłopaka, którego twarz była teraz doskonale widoczna. Miał lekko przymknięte,
jasno brązowe oczy i pełne usta ułożone teraz w nieco zadziorny uśmiech.
Był na tyle wysoki aby oprzeć się brodą o głowę dziewczyny. Jego ręce były
oplecione naokoło niej. Dobrze znam chłopaka ze zdjęć. Ma na imię Leo i jest w
moim wieku. To ja jestem tą z pozoru piękną dziewczyną, którą tuli.
Wszystkie
fotografie zostały zrobione rok temu nad Morzem Śródziemnym we Francji. Byliśmy
razem, ponieważ teoretycznie znamy się od zawsze. Gdy byliśmy mali
traktowaliśmy się jak rodzeństwo. Nasze mamy znają się od dzieciństwa i są
najlepszym przykładem przyjaźni na całe życie. Dlatego bardzo ucieszyły się z
faktu, że ich dzieci zostały w końcu parą…
Wyciągnęłam
jedno zdjęcie z folii, którą było oprawione. Położyłam się na podłodze i
uniosłam je nad głowę na wyprostowanej ręce. Przyjrzałam mu się uważnie. Wyszłam
całkiem nieźle. Moje ciemne włosy sięgały wtedy nieco za łopatki, lecz teraz są już
znacznie dłuższe. Grzywka otulała moją, według mnie, za bardzo kwadratową
twarz. Miałam na sobie zwiewną, błękitną sukienkę z przewiązaną w pasie granatową
wstążką. Jednym słowem, nie było źle. Uśmiechnęłam się do siebie. Zanim
popatrzyłam na młodzieńca, w którego ramionach się znajdowałam, omiotłam spojrzeniem
tło. Ukryliśmy się wtedy w lasku niedaleko plaży. Chcieliśmy mieć chwilkę „sam
na sam”, lecz nasze ciekawskie i wszędobylskie mamusie oczywiście znalazły nas
w najmniej odpowiednim momencie. Zrobiły masę zdjęć, by uwiecznić, według nich,
najromantyczniejszą scenę roku… To właśnie na tych wakacjach uświadomiliśmy
sobie, jak blisko siebie jesteśmy. Krótko potem okazało się, że nie damy rady
bez siebie żyć.
Zakręciła mi
się w oku łza. Im dłużej wpatrywałam się w zdjęcie, tym bardziej brakowało mi
Leo. Jego bliskości… Silnych ramion… Pięknych, lśniących włosów, które same
dopraszały się o czułe przeczesanie palcami…
Czułam w
środku pustkę. Teoretycznie trwałam w niej już od jakiegoś roku, kiedy
dowiedziałam się, że mój ukochany wyjeżdża za granicę, pomóc ojcu w interesach.
Na początku rodzice próbowali pocieszyć mnie na wszystkie możliwe sposoby, co
spowodowało miesięczny wyjazd za granicę. Niestety nic nie poskutkowało i
rodzice po jakimś czasie dali za wygraną.
Leo przewidział
powrót na 21 lipca, zaplanowałam na ten dzień coś specjalnego… Do spotkania
jeszcze miesiąc…
Opuściłam
rękę. Wpatrywałam się w sufit, do czasu, aż łzy zaczęły spływać mi za uszami kapać
na panele. Podniosłam się i wytarłam oczy o koc. Nie mogłam znieść otaczającej
mnie ciszy.
- Trzeba
przeżyć- uśmiechnęłam się blado- Dla ciebie zrobię wszystko…
Jeden, marny
miesiąc to przecież niedługo. Zniosłam już przecież rok…
„Do tego czasu
dojdę do siebie, aby Leoś nie musiał oglądać mnie całej zapłakanej jeżeli wróci
wcześniej”- pomyślałam w duchu, szeroko się już uśmiechając.
Spojrzałam za
okno. Wspaniale! Z tego całego smutku nie zauważyłam, kiedy zdążyło się
rozpogodzić! Tak jakby to mój entuzjazm i chęć do życia, która wróciła po roku,
sprawiły, że chmury rozwiały się i całkowicie zniknęły z mojego życia. Miałam
nadzieję, że raz na zawsze.
Złapałam za
telefon i wykręciłam numer do mojej najlepszej przyjaciółki.
- No heeej, Su!- wykrzyknęłam radośnie do słuchawki.
- Ojej, Daisy…
To naprawdę ty?- spytała z niedowierzaniem- Tak dawno się nie odzywałaś! Co się
stało?
Tak, racja.
Przez cały rok nikomu nie powiedziałam co się ze mną stało. O mojej depresji
wiedziała tylko moja rodzina i bliscy Leo. Stwierdziłam, że rozmowa o rozstaniu
tylko mnie bardziej dobije. Teraz widzę, jak bardzo się myliłam. Przez to, że
nikomu się nie wyżaliłam, wpadałam w coraz większy dół. Można by rzec, że sama
się w nim zakopywałam.
- Nic takiego
się nie stało…
-NIC?? Przez
rok nie miałam pojęcia co się z tobą dzieje! Nie dawałaś żadnych oznak życia!-
tym razem to ona krzyczała.
Pewnie Was to
zdziwi, ale chociaż jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, mieszkamy daleko od
siebie. Na tyle daleko, aby po tygodniu zastawania pustego domu, otrzymać od
rodziców szlaban na odwiedziny.
- Kochana,
masz czas? A raczej DUŻO czasu?- zapytałam- Wszystko ci wyjaśnię.- zebrałam się
w końcu na odwagę i powiem Susane co się stało.
- Pewnie! Dla
ciebie zawsze.- odparła. Chociaż dzieliło nas dużo kilometrów, doskonale
wiedziałam, że na jej twarzy widnieje teraz szeroki i bardzo szczery uśmiech.
Pożegnałyśmy
się. Szybko się rozłączyłam, aby nie tracić już więcej cennego teraz czasu. Mam
do nadrobienia zaległości we wszystkim. Odnoszę wrażenie, że przez ostatni rok
nie istniałam. Zachowywałam się jak zombie i nic pożytecznego nie zrobiłam.
Muszę się zrehabilitować i szybko to zmienić! Teraz wiem, że nie ma dla mnie
rzeczy niemożliwych! Wystarczy mi tylko trochę optymizmu…
~ Sora
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz