niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 2. ~ Moony

Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii"
Autor ~ Moony
Korekta ~ Moony & Sora
Rozdział 2. "Pierwsze lekcje. Szukam swojej dobrej strony"

 
   Pierwsze lekcje przed obiadem bardzo mi się podobały. Na transmutacji pani profesor zmieniła się w kota, a potem kazała nam zmienić ślimaka w wykałaczkę i na odwrót. Pod koniec lekcji na moim blacie dwa z pięciu ślimaków było drewnianym patyczkiem. Najwięcej wykałaczek na blacie miał Remus Lupin, chłopiec z pociągu. Wszyscy chcieli wiedzieć jak mu się udało przemienić tyle ślimaków i gratulowali mu. Chłopiec stał czerwony jak burak i odpowiadał na pytania.
   Eliksiry minęły szybko. Profesor Slughorn okazał się być bardzo miły. Lily Evans z mojego dormitorium to jedna z lepszych uczennic na tym przedmiocie i od razu zyskała uznanie nauczyciela. Dwie godziny obrony przed czarną magią wspominam nie najmilej, ponieważ parę razy dostałam zaklęciem rozbrajającym i wylądowała na posadzce.
- Wszystko mnie boli - jęczał Josh, gdy szliśmy do Wielkiej Sali coś zjeść. Jego brat rozbroił go kilka razy, tak jak mnie Ali. Teraz oboje się z nas śmiali.
- Następnym razem dam Ci fory - powiedziała do mnie Ali przez śmiech. Popatrzyłam na nią wilkiem, ale też zaczęłam się śmiać. W takich nastrojach weszliśmy do Wielkiej Sali.
   Sklepienie pomieszczenia było jasne i przejrzyste co wskazywało, że błonia są zalane słońcem. Ucieszyłam się ponieważ naszą następną lekcją było zielarstwo w jednej z cieplarni poza zamkiem.
- Jak wam się podoba w szkole? - zapytał Luck, kiedy usiedliśmy przy stole i nałożyliśmy sobie wielkie porcje przysmaków na talerze.
- Obrona przed czarną magią jest do bani - powiedział Josh z pełnymi ustami. Oczywiście po tych słowach wszyscy zaczęliśmy się śmiać i opowiedzieliśmy mojemu bratu o pierwszych lekcjach.
   Po Zielarstwie nadszedł czas na opiekę nad magicznymi stworzeniami i dwie godziny zaklęć, które okazały się moją najmocniejszą stroną.Ćwiczyliśmy zaklęcie Wingardium Leviosa. Mieliśmy spróbować podnieść piórko na wysokość metra. Udało mi się to dwa razy!
- Idziemy do biblioteki - powiedziała Ali.
- Po co? - zdziwił się Eric. - Ja wolę iść na błonia i skorzystać z ładnej pogody puki jest.
- W bibliotece jest nudno - Josh poparł brata.
- Zgadzam się z nimi - oznajmiłam. Ali zrezygnowana podreptała za nami na łąkę. Usiedliśmy pod dębem. Na trawie rozłożeni byli inni uczniowie Hogwartu. Zauważyłam, że Lily Evans siedzi na brzegu jeziora z jakimś Ślizgonem. Chłopiec miał czarne, długie włosy. Nie widziałam całej twarzy, ale podejrzewałam, że był to Severus Snape. Lily mówiła, że poznała go jeszcze zanim dostała list z Hogwartu. To on opowiedział jej o szkole i magii. Był jej najlepszym przyjacielem, bo na siostrę nie mogła liczyć.
   Z zamyślenia wyrwał mnie jakiś huk. Popatrzyłam na przyjaciół, wyglądali na wystraszonych. Rozejrzałam się po błoniach. Wszyscy uczniowie rozglądali się niespokojnie. Po jakimś czasie zza szkoły wyszedł profesor Slughorn. Był wściekły. Prowadził ze sobą dwóch chłopców. Obaj mieli czarne włosy i byli rozbawieni. Jednemu długie włosy zasłaniały twarz, drugi miał okulary. Byli Gryffonami.
- To James Potter i Syriusz Black - powiedział Eric. - Mieszkają w dormitorium obok nas razem z Peterem Pettigrew i Remusem Lupinem - wtrącił Josh.
- Brat Blacka, Regulus Black był jednym z lepszych graczy w Quidditcha w Slytherinie - powiedzieli jednocześnie i zaczęli się śmiać.
- Musieli poważnie narozrabiać, skoro udało im się tak zdenerwować profesora Slughorna - powiedziała Ali. Pokiwałam głową. Ciekawe co takiego zrobili?
   Po incydencie na błoniach poszliśmy na kolację. Jak zawsze jadłam do oporu. Rozmawialiśmy o lekcjach, a Eric i Ali cały czas wspominali OPCM (obronę przed czarną magią). Dosiadł się do nas Luck ze swoim przyjacielem Marco. Znałam go, bo często nas odwiedzał i był już stałym gościem.
   Kiedy wracaliśmy do naszego pokoju wspólnego minęliśmy się z Potterem i Blackiem na schodach. Nie wyglądali na zadowolonych, ale znowu coś knuli. Widziałam to po ich minach.
- Odjęli nam punkty, - zauważył Josh - patrzcie. Wszyscy popatrzyliśmy na klepsydrę. Na dole było mniej kamieni, niż kiedy wychodziliśmy. Bliźniacy popatrzyli na rozrabiaków wilkiem, a oni skrzywili się i lekko wzruszyli ramionami.
- Każdemu się może zdarzyć - Ali zaczęła bronić chłopców. - Wy też kiedyś możecie stracić punkty.
- Może i tak - zgodził się Josh. - Ali ma rację bracie. Chodźmy do pokoju.
 - Okej - wspięliśmy się po schodach na wyższe piętro. Po drodze do wierzy utknęliśmy na schodach, ponieważ miały kaprys żeby się odwrócić, więc poszliśmy dłuższą drogą. Potem Eric wpadł na Stopień Pułapkę i musieliśmy go wyciągać z dziury.
- Czekoladowe kociołki - podałam hasło Grubej Damie. Kiedy mówiłam nie mogłam przestać się śmiać ze skwaszonej miny Eric'a.
- Nie ma się z czego śmiać - Eric nadąsał się jeszcze bardziej. - Nie ma nic zabawnego w siedzeniu w dziurawym stopniu [ -.-' ].
- Daj spokój stary - Josh usadowił się na kanapie przed kominkiem, obok swojego brata. Ali i ja zajęłyśmy fotele. - Każdemu się może zdarzyć - Eric dalej się dąsał więc Josh zaczął go łaskotać. Obaj zaczęli się śmiać. I po chwili wszyscy leżeliśmy na miękkim dywanie i śmialiśmy się na cały głos.
- A zadanie odrobione, że tu tak wesoło? - usłyszałam głos mojego brata. Luck siedział na fotelu, a jego przyjaciele na kanapie.
- Jeszcze nie - przyznał Eric siadając. Luck uniósł brew i popatrzył na nas.
 - Zaraz zrobimy - oznajmiła Ali. 

- Tak, tak już idziemy robić - Josh pociągnął nas do stolika na drugim końcu pokoju. Luck zaśmiał się, jak odchodziliśmy, westchnął i pokręcił głową.
   Rozłożyliśmy książki i zwoje pergaminów. Zabraliśmy się do pracy. Nie było tego dużo, ale zajęło nam to prawie cały wieczór.
- Mam już dosyć - oznajmił Josh, kiedy pisałam ostatnie zdanie w wypracowaniu na zaklęcia. Popatrzyłam na niego. Miał przekrwione oczy. Rzuciøam okiem na jego pergamin. Opisywał właśnie jakąś roślinę na zielarstwo.
 - Łał. Ale ładnie rysujesz - powiedziałam. Chłopak popatrzył na mnie zdziwiony.
- Nie żartuj sobie ze mnie.
- Mówię serio. Naprawdę mi się podoba.
- Jak tak mówisz - uśmiechnął się Josh. - Nigdy nie miałem okazji pokazać komuś swoich rysunków.
- Zawsze Ci mówiłem, że Twoje rysunki są fajne, to mi nie wierzyłeś - powiedział Eric wpatrzony w swoje wypracowanie. - Ja nie mam takiego talentu jak ty. Mnie to nudzi - dopisał coś do ostatniego zdania i zwinął pracę w rulon.
- Zagramy w eksplodującego durnia? - zapytałam, kiedy wszyscy skończyliśmy. Chłopcy przeciągnęli się.
- Możemy zagrać - zgodziła się Ali. - Ale ostatnio nie szło mi za bardzo.
- Dzisiaj będzie lepiej - powiedział Josh i rozłożył grę.
   Graliśmy bardzo długo. Do pokoju zaczęli się schodzić uczniowie i po jakimś czasie pomieszczenie było prawie pełne. Dosiadły się do nas Lily i Cornelia oraz Matt i Kali z dormitorium chłopców. Wszyscy naprawdę dobrze się bawiliśmy. Parę razy prefekci musieli interweniować, ponieważ Potter i Black znowu rozrabiali.
   Jednym z prefektów był Marco. Widziałam, że był zły na rozrabiaków, ale próbował tego po sobie nie pokazywać. Chłopak był na piątym roku. Miał piaskowe włosy i ciemno niebieskie oczy. Lubił pomagać uczniom i był naprawdę miły. Drugim prefektem była Camilla z roku szóstego. Miała rude włosy i piwne oczy. Była miła, sympatyczna i przyjazna.
- Idę spać - powiedziała w pewnym momencie Ali. - Jestem padnięta.
- Ja też już idę - oznajmiłam. - To był ciężki dzień. Wam też radzę się położyć. Obaj dostaliście dzisiaj w kość - chyba zrozumieli o co mi chodziło, bo popatrzyli na mnie spode łba. Zaśmiałam się.

- Tak, my też już idziemy - powiedzieli jednocześnie, przez co jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać. Ali pociągnęła mnie za szatę. Wzięłam swoje książki i prace domowe, i poszłyśmy na wierzę. Pożegnałyśmy się z chłopcami przy schodach i każdy poszedł w swoją stronę. W dormitorium przebrałyśmy się w piżamy i położyłyśmy się w łóżkach. Gadałyśmy jeszcze z jakąś godzinę i zasnęłyśmy.

~ Moony

Zachęcam do komentowania :) Błagam, napiszcie czy wam się podoba... ;)

czwartek, 28 sierpnia 2014

środa, 27 sierpnia 2014

Nasz fanpage!!

Witam tak na koniec dnia!
Chcem ogłosić, iż mamy stronkę na facebooku. Będziemy tam informować was o naszych wpisach i takich tam innych xd. Zachęcamy do polubienia :)
Zachęcam was również do komentowania naszych wpisów (wyrażajcie opinie, te dobre i te złe). Nikogo nie gryziemy ^^ Życzę dobrej nocy.
A tu link: https://www.facebook.com/pages/My-Arrow-of-Cupid/287967038056428?fref=ts

~ Moony

Opowiadanie 1. ~ Mello

Tak, to znowu ja :3
Jak obiecałam, dodaję dzisiaj 2 część opowiadania C:
Miłego czytania! ^^

Opowiadanie 1.
Autor: ~ Mello
Korekta: ~ Sora
Anime: Shingeki no Kyojin
Paring: ArminxMikasa
Tytuł: '' Miłości się nie wybiera...''
Rozdział 2.
Tytuł: " Tamte Walentynki... cz.2 "

" Kiedy jesteś nieszczęśliwy, szukasz kogoś, kto jest w gorszym położeniu niż ty... " ~ Lucy, Elfen Lied

Ten rozdział dedykuję Wikuni :3 ( muahahahah :P )

W łazience były wszystkie dziewczyny. Nie była ona duża, ale na tyle wielka, by pomieścić dwie kabiny prysznicowe, dwie ubikacje oraz trzy umywalki. Nad nimi wisiało prostokątne lustro.

Przy umywalkach malowały się Christa i Ymir. Christa miała ubraną żółtą, zwiewną sukienkę. Włosy spięła w wysokiego kucyka. Założyła balerinki na lekkim obcasie. Zauważyłam na jej ręce bransoletkę, którą dostała od Reinera. Ymir natomiast wyglądała ślicznie w swojej seledynowej, prostej sukience. Materiał ubrania przypominał Jeans. Miała niedbałego warkocza. Palec serdeczny u lewej ręki przyozdobiła srebrnym pierścionkiem. Dziewczyny dopracowywały swoje makijaże do perfekcji.

Mina Carolina właśnie weszła do łazienki z fioletową sukienką. Skierowała się do kabiny toaletowej, by ją ubrać. Za nią weszła Annie.

Miała na sobie czerwoną sukienkę z falbanami i czerwone szpilki. Narzuciła na siebie białe bolerko. Na jej szyi widniał jak zwykle srebrny wisiorek z dużą literą "A" od jej imienia "Annie". Usta miała pomalowane czerwoną szminką w odcieniu krwi. Nie zmieniła fryzury, była taka jak zawsze. Wyglądała elegancko, ale bez przesady.

- Annie, co ty taka odstrzelona? - spytała Sasha
- A co, nie mogę?! - prychnęła na nią dziewczyna.

Sasha i Annie nie lubiły się. Często się sprzeczały o byle co. Ja też jej nie lubiłam, ale nie chciałam się z nią kłócić. Może i dobrze walczyłam, ale nie umiałam się odgryzać. Moja przyjaciółka robiła to za mnie. Gdy Annie miała do mnie jakieś wąty, szybko stawała w mojej obronie. Czasem Leonhardt bardzo ją obrażała, Sasha jednak brała to na klatę i odpowiadała tym samym. Byłam z niej dumna. Cieszyłam się, że mam taką dobrą, wspaniałą przyjaciółkę.

- No możesz... Ale nie słyszałam, żebyś miała chłopaka...
- Tak się akurat składa, że od jakiegoś czasu się z kimś spotykam.
- Z kimś? ... - Sasha drążyła temat
- Tak " z kimś "! I nic ci do tego ziemniaczku!
- ZIEEMNIACZKUUU?!!! - Saszka wkurzyła się - Czy ja się przesłyszałam?!
- Dobrze zrozumiałaś, ziemniaczana panienko!

Braus wyglądała, jakby zaraz miała przywalić przeciwniczce.
Sytuacja powoli zaczęła wymykać się spod kontroli. Postanowiłam to zakończyć.

- Dziewczyny, przestańcie... - zaczęłam - Nie kłóćcie się... Po co psuć sobie taki piękny dzień...

Nagle poczułam, jak Annie karci mnie wzrokiem. 
Po chwili odparła:
- Tym razem przyznaję ci rację, Ackerman. Przepraszam Braus. - powiedziała ciepło.

Obie byłyśmy zdziwione tą nagłą zmianą. Zresztą, nie tylko my, Christa i Ymir też uważnie przyglądały się całej sytuacji.

- Ja też przepraszam. - spokojnie odpowiedziała Sasha - Nie powinnam tak się wypytywać.To z kim się spotykasz to twoja prywatna sprawa.
- Widzę, że się rozumiemy. - powiedziała niebieskooka.

Już miała iść, gdy zauważyła miętową sukienkę, którą trzymała Saszka. Zrozumiała, że to dla mnie.

- To sukienka dla Ackerman?
- Tak, a co? - zapytała wojowniczo nastawiona Sasha.
- Nie, nic... - popatrzyła się na mnie - O ile wiem, nie masz sympatii, co?

Obleciał mnie strach.

- Eee... Ja... - tylko tyle zdołałam z siebie wydobyć. Na szczęście, przyjaciółka była przy mnie.

- Nie ma, ale dziś zdobędzie! - wykrzyknęła.

Poczułam, jak wszystkie spojrzenia kierują się na mnie. Annie jeszcze chwilę na mnie patrzała, a następnie odparła:
- W takim razie powodzenia!
- Dziękuję... - powiedziałam speszona.

Z ubikacji wyszła Mina.

- Co się tu dzieje? - spytała, patrząc na nas wszystkie po kolei.
- Nic - odparła Annie - Chodź, my już musimy iść!

Po chwili już ich nie było. Sasha dała mi sukienkę. Weszłam do kabiny.

Ciekawe, z kim spotyka się Annie... - pomyślałam. Wolni są tylko Eren, Armin i Connie... a co jeśli... ? Nie, to niemożliwe... Na pewno jest z Arminem lub Connie'm!
Odciągając od siebie te myśli, zaczęłam się przebierać.

Po pięciu minutach wyszłam. Nie zmieniłam fryzury, lubiłam mieć rozpuszczone włosy. Założyłam biżuterię mojej mamy. Nałożyłam czarne balerinki.

- Wow, Mika, zajebiszczo wyglądasz! - wykrzyknęła Sasha.
- Nie no, nie przesadzaj... - odparłam lekko zarumieniona.
- Mikasa, powinnaś częściej ubierać się w sukienki. - powiedziała Christa.
- Podpisuję się pod tym! - odrzekła Ymir, pięknie się uśmiechając.
- Ale... Ja... - poczułam się nieswojo w centrum uwagi.
- Musimy Cię tylko jeszcze pomalować! - powiedziała zadowolona Sasha.
- Ale ja nie chcę... - szepnęłam.
- Nie bój się! Umiem dobrze malować! Nie będziesz mieć mocnego makijażu! - uspokoiła mnie Ymir.
- No... dobrze. Zgadzam się. - odparłam.

Piegowata dziewczyna zaczęła mnie malować.

- A tak właściwie... Dlaczego tak wcześnie wstałyście? - zapytałam z ciekawości - Zawsze śpicie do późna...
- Widzisz Mikasa - zaczęła Christa - dzisiaj są Walentynki... I chciałybyśmy jak najwięcej czasu spędzić z chłopcami...
- Rozumiem... - odparłam -A zajęcia?
- O to się nie martw! - wyjaśniła Ymir - Marco, Reiner i ja wszystko załatwiliśmy! Poszliśmy do szefa ( tak nazywaliśmy nauczyciela ) i przekonaliśmy go, by dziś dał nam wolne. I się zgodził!
- Naprawdę? - zapytałam z niedowierzania.
- Ja też na początku nie wierzyłam, ale staruszek ma jednak dla nas trochę serca. - odparła Sasha żując kawałek bułki, która ni stąd ni zowąd pojawiła się w jej rękach.
- Rozumiem... - powiedziałam lekko się uśmiechając.

Chyba, jednak będę go wspominać ciepło... -pomyślałam.

- Gotowe! - wykrzyknęła Ymir.
- Wow, ślicznie wyglądasz! - Christa krzyknęła z zachwytu.
- Ja... Dziękuję.
- No dobra! - odparła Sasha - Wielkie dzięki, dziewczyny! Chodź Mika, na nas już czas!

Chwyciła mnie za rękę. Pożegnałam się z koleżankami i wyszłyśmy z domku. Była już 9.30.

- Odprowadzę cię do koszar* chłopców. - rzekła uradowana Sasha.
- Dobrze. - odparłam uśmiechnięta.

Nagle, za zakrętu wyszedł Jean.

- Tu, jesteś Myszko. - powiedział Jean, nie zauważając mnie - Właśnie po ciebie szedłem. Zabieram cię na piknik!
- Jean... - szepnęła zarumieniona Sasha.

Wyczułam sytuację, nie powinnam psuć romantycznego nastroju.

- To ja już pójdę. - powiedziałam ciepło się do nich uśmiechając - Miłego dnia!
- Pa, Mika... Powodzenia! - krzyknęła na pożegnanie Sasha.

Trzymając się za ręce, odeszli.

Piękna z nich para. - pomyślałam - Ciekawe, czy ze mnie i Erena też taka będzie... Może będziemy mogli chodzić na podwójne randki...

W tym momencie stanęłam przed drzwiami do domku chłopców.

- Ogarnij się Mikasa... - próbowałam się uspokoić - Na pewno ci się uda...
3...
2...
1...
Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi.

Koniec rozdziału 2.

Muahahahahah XD Jak ja lubię kończyć w takich momentach :3 Trochę się rozpisałam, ale to dlatego, że chciałam skończyć właśnie teraz. Tak, wiem że to opowiadanie ArminxMikasa, a w 2 rozdziale jeszcze nie ma Armina, ale obiecuję, że już w 3 rozdziale na 100% się pojawi ^^
Na teraz to wszystko. Do zobaczenia! C:
* koszary - domki, w których mieszkają kadeci.
~ Mello 




Rozdział 1. ~ Moony


Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii."
Autor: ~ Moony
Korekta: ~ Moony & Sora
Rozdział 1. "Poznaję nowych przyjaciół i dołączam do Gryffonów"


    

   "Najwyższa pora wstać" powiedziałam do siebie. Za oknem świeciło już słońce. Popatrzyłam na zegarek. Było po siódmej. Zwlokłam się z łóżka i przeciągnęłam. Za parę godzin stanę na progu Hogwartu.
    Bałam się przydziału, chociaż z natury byłam naprawdę odważna. Miałam nadzieję, że trafię do przyjaznego domu. Ubrałam się szybko i zbiegłam na dół, do kuchni.  Cała moja rodzina już tam była. Mama miała brązowe włosy związane w kok. Ogólnie była drobną osobą i miała idealne rysy twarzy.  Lubiła się śmiać i opowiadać kawały. Teraz w jej szarych oczach zobaczyłam smutek, tęsknotę i dumę. Ojciec pochylał się nad jakąś książką. Miał jasne włosy i zielone oczy. Był dobrze zbudowany i naprawdę przystojny, często się uśmiechał. Pod prawym okiem miał znamię, które mój brat i ja odziedziczyliśmy. Miał też piegi, dużo piegów. Pospiesznie zjadłam śniadanie razem z rodzicami i moim starszym bratem, Luck'iem. Luck miał jasne włosy, tak jak tata i niebieskie oczy. Był wysoki i wysportowany (był pałkarzem w drużynie Gryffindoru). Miał 13 lat.
   Po śniadaniu pojechaliśmy na dworzec. Mama została w samochodzie, ponieważ nie była czarodziejką. Przeszliśmy na peron 9 i 3/4. Było pełno młodych czarodziei z rodzicami. Rozglądałam się zaciekawiona. Przychodziłam tu co roku z Luck'iem, kiedy jechał do szkoły. Pożegnaliśmy się z tatą i poszliśmy szukać wolnego przedziału. Na korytarzu był tłum. Przepychałam się za bratem szukając przedziału. Gdy tak szliśmy, zobaczyłam, że do jakiegoś przedziału pełnego dziewczyn (miały ok.14 lat), wpadł mały chłopiec, pewnie miał tyle samo lat co ja. Był chudy i mizerny. Miał bladą twarz. Brązowe włosy opadły mu na oczy. Kiedy wylądował na podłodze pociągu dziewczyny zaczęły się z niego śmiać. Ktoś pomógł mu wstać upominając nastolatki.
- Będę w przedziale obok - powiedział Luck, kiedy znaleźliśmy puste miejsca. W przedziale siedziała tylko jasnowłosa dziewczynka. Luck przytulił mnie i poszedł do swoich przyjaciół.
- Cześć - uśmiechnęła się do mnie blondyneczka. Miała czarne, przyjazne oczy i ładną buzię.
- Cześć - przywitałam się. - Mogę usiąść?
- Nie krępuj się. Wszystkie miejsca wolne. Mam na imię Alison - przedstawiła się, kiedy usiadłam naprzeciwko niej. - Mów mi Ali.
 - Ja jestem Lucy - powiedziałam. Ali uśmiechnęła się. Wydawała się naprawdę fajna. Siedziałyśmy w ciszy. Nie byłam dobra w zaczynaniu rozmów. Ali chyba też nie lubiła dużo mówić, bo siedziała cicho i patrzyła w okno. Po jakimś czasie przypomniało mi się, że mam w torbie czekoladowe żaby. Zaczęłam ich szukać. Kiedy znalazłam słodycze podałam jedną żabę Alison. Uśmiechnęła się do mnie i podziękowała. Otworzyłam swoją żabę i odgryzłam jej głowę. Wyciągnęłam kartę dołączoną do czekoladki i prawie podskoczyłam z radości. Z karty mrugnął do mnie Albus Dumbledore. Zbierałam karty od lat i w mojej kolekcji brakowało tylko dyrektora Hogwartu.
- Kogo masz? - zapytała moja towarzyszka. - Ja mam Bathildę Bagshot, znowu.
- Ja mam Dumbledora - zaśmiałam się. - Mam już wszystkich z kolekcji.
- Mnie jeszcze kilku brakuje - oznajmiła Ali. Po tych słowach znowu nastała cisza.
       Pół godziny później do przedziału weszli dwaj chłopcy. Byliby identyczni, gdyby jeden nie miał białej blizny ciągnącej się przez pół twarzy (od czoła, przez oko, do policzka) z lewej strony. Oboje mieli czarne włosy i czekoladowe oczy. Szeroko się uśmiechali pokazując białe, lekko zaostrzone zęby. Usiedli obok nas i przywitali się. Ten ze szramą na twarzy miał na imię Josh, a jego brat Eric. Byli naprawdę fajni. Przez resztę podróży graliśmy w eksplodującego durnia (czarodziejski odpowiednik mugolskich memory) i śmialiśmy się tak głośno, że zaglądali do nas zaciekawieni i zaniepokojeni uczniowie.
     Wyszłam na peron w towarzystwie moich nowych przyjaciół. Hagrid, gajowy w Hogwarcie (pół olbrzym), poprowadził nas w stronę jeziora. Na brzegu stały łódki. W czwórkę weszliśmy na pokład i ruszyliśmy w stronę zamku.
    Kiedy przekroczyłam próg szkoły uważnie się rozejrzałam. Weszliśmy do wielkiej Sali Wejściowej. Na ścianach wisiały obrazy, które machały do nas przyjaźnie. Na jednej ze ścian wisiały cztery klepsydry z kolorowymi kamieniami: czerwonymi, zielonymi, żółtymi i niebieskimi. "Każda dla innego domu" pomyślałam. Kiedy już wszyscy pierwszoroczni weszli do zamku pozwolono nam wejść do Wielkiej Sali. Stały tam cztery stoły dla uczniów i jeden nauczycielski pod ścianą, naprzeciwko wejścia. Stanęliśmy w szeregu przed profesorami, wysłuchaliśmy pieśni Tiary i kolejno siadaliśmy na stołku, i zakładaliśmy na głowę starą Tiarę Przydziału. Kiedy padło moje nazwisko i imię podeszłam do stołka i usiadłam. Stara, podziurawiona, czarodziejska czapka ledwo dotknęła mojej głowy, a rozległ się okrzyk GRYFFINDOR! Przy stole po mojej prawej stronie usłyszałam okrzyk radości. Moi przyjaciele, po krótkim czasie zajęli miejsce obok mnie. Przyglądaliśmy się innym pierwszakom, jeszcze kilka osób dołączyło do naszego stołu, w tym ten mały, blady chłopiec, którego widziałam w pociągu. Teraz mogłam przyjrzeć mu się dokładniej. Miał miodowe podkrążone oczy. Na twarzy miał liczne rany. Wyglądał na zmęczonego i smutnego. Zrobiło mi się go trochę żal.
       Dyrektor przypomniał kilka ważnych informacji, powitał nowych uczniów i rozpoczęła się uczta. Jeszcze nigdy nie widziałam tylu pysznych dań na jednym stole. Nałożyłam sobie dużą porcję jedzenia. Nalałam dyniowego soku i zaczęłam jeść. Podczas uczty rozmawiałam i śmiałam się razem z Alison i bliźniakami. Duchy poszczególnych domów latały nad nami i rozmawiały z uczniami. Po kolacji poszliśmy za prefektem do naszego pokoju wspólnego i rozeszliśmy się do dormitoriów. Pokój był duży. Stały w nim cztery łóżka z zasłonami. Przez okno wierzy widać było błonia (taka se duża łąka). Przy łożu pod oknem zobaczyłam swój kufer. Miałam zamieszkać z Alison, Lily Evans, rudowłosą dziewczynką z zielonymi oczami i Cornelią Ros, czarnowłosą o niebieskich oczach.
         Długo nie umiałam zasnąć, ale gdy w końcu mi się to udało śniły mi się bardzo przyjemne sny.

~ Moony

Moje ''dzieło'' ~ Mello

Już jestem! :3
Macie tu takie moje ''dzieło''. Jakoś wieczorem wzięło mnie na rysowanie małego Gaarusia <3
Postać: Gaara
Anime: Naruto
Autor: ~ Mello ~

Wieczorkiem dodam kolejny rozdział opowiadania ArMika ^^ Tak, wiem że nie możecie się już doczekać C:
~ Mello 
P.S. Sora zdeklaruj się czy chcesz, żebym Ci narysowała Janeczka, czy Sebastianka. Chyba, że coś innego.... wtedy też napisz co ;)

Witam :3 ~ Mello

Dzisiaj idę do dentysty o.o Ale jak będę dzielna to mamusia mi w nagrodę zamówi na allegro tomy mangi: 
* Mahou Shoujo Madoka Magica tom 1
* Judge tom 1
I może jeszcze scyzoryk... ^^
Jak wrócę, to wrzucę rysunek małego Gaary (Naruto), który narysowałam wczoraj wieczorem :3 ( No chyba że mój aparat odmówi posłuszeństwa :< )
Wieczorem natomiast dodam 2 rozdział opowiadania ArMika (ArminxMikasa)
Tak, miałam wenę ^^
Ale od początku roku szkolnego nie będę mogła tak często dodawać rozdziałów opowiadań, mama doła mi ultimatum - albo 1 rozdział na tydzień, albo kończysz z blogiem :( Ale nic nie wspomniała o postach ;3
Jeszcze raz ciepło witam nową autorkę naszego bloga Moony, z którą zresztą znam się osobiście C:
A teraz coś dla Sory, jej z pewnością nowy ulubiony paring z SnK ( no może zaraz po JeanxSasha ).....
Panie i Panowie.....
Chłopcy i Dziewczęta.....
Cielaki i Demony.... ( tylko wtajemniczeni wiedzą o co kaman, co nie Sora? C: )
Mello przestawia....
....
....
....
nowy paring z SnK....
....
....
....
JeanxJean XD

A tak btw, to chyba narysuję dla Sory jakiegoś Janeczka... co Ty na to Soruś? ^^
Wy też możecie składać zamówienia na jakieś rysunk C: (nie umiem rysować, ale chętnie się nauczę)
Chciałabym jeszcze dodać, że jeśli nasze opowiadanie Wam się podobały (lub też nie) bardzo zachęcam do komentowania, ponieważ to dodałoby nam chęci, bo wiedziałybyśmy, że ktoś to czyta C:
Zachęcam również do składania zamówień (np. na one-shoty), my naprawdę nie gryziemy ^^
Ja już kończę, do zobaczonka ! :3
Wszystkim życzę miłego dnia i zapraszam do czytania naszych opowiadań! :3
~ Mello 

wtorek, 26 sierpnia 2014

Siemaneczko :)

Witam :) Jestem tu nowa.
Dziękuję, że Sora i Mello mnie przyjęły :) Moje opowiadanie (na temat Hogwartu z czasów Huncwotów) będzie pojawiało się raz na tydzień albo rzadziej (zwykle piszę wtedy, kiedy mam wenę). Aktualnie pierwszy rozdział jest w obróbce. Postaram się dodać go jeszcze w tym tygodniu. Mam nadzieję, że moje rozdziały wam się spodobają. :)
~ Moony

Nowy autor :3

Ahoj, Kamraci!
Przywitajcie gorąco nowego członka naszego (Mello i mojego) bloga- Moony. Nie będzie to administrator, lecz autor. Jej opowiadania będą głównie o Hogwardzie, za czasów Huncwotów (jeżeli ktoś wie o co chodzi...). Ma już 16 lat, więc przywita się sama. x3
~Sora-chan

P.S.
Pssst... To jest moja siostra i ma na imię Dominika... (to by było na tyle z anonimowością x3)

Opowiadanie 1. ~Sora


 Hej, Mordeczki!
*bije sobie brawo* Powiem Wam szczerze, że jestem z siebie dumna! :D Myślę, że wykonalam kawał
dobrej roboty. *odchrząka*  Nie przeciągając...

Opowiadanie 1. "Jeszcze chwila i będziemy razem"

Wstęp.
Autor: ~ Sora
Korekta: ~ Sora + Moony :3
Nie jest to opowiadanie o paringu z żadnego anime (nie było weny na takowe ._.)


Byłam sama w domu. Rodzice wyjechali na ślub znajomych, a ja, z powodu zapowiadanej tam nudy, zostałam w domu. Za oknem padało i ogólnie nie panowała przyjemna temperatura. Siedziałam na podłodze, przed kominkiem, owinięta ciepłym kocem. Za okopconą lekko szybką, buchał przyjemny ogień, dający ciepło wszystkim żyjątkom w moim domu. Na panelach przede mną, leżał rozłożony już wcześniej przeze mnie album, oprawiony w miły w dotyku materiał. Bardzo lubię przeglądać zdjęcia, nawet te, które zostały zrobione stosunkowo niedawno. Zawsze przy tym myślę sobie coś w stylu: ,,Ah, jak ładnie na tym wyszłam!” lub ,,Mama była tak zaskoczona kiedy…” i wiele innych.

Przewróciłam kolejną kartkę, grubego albumu. Moim oczom ukazały się trzy bardzo do siebie podobne zdjęcia i jedno, które bardzo się wyróżniało. Na wszystkich uwiecznione zostały dwie osoby w scenerii nadmorskiej. Na dwóch pierwszych dziewczyna ubrana w biało-niebieskie bikini próbowała zaciągnąć chłopaka do wody. Nie było widać jego twarzy, lecz można było stwierdzić, że na pewno jest wysokim, dobrze zbudowanym, brunetem (jasnym). Na trzecim zdjęciu stali razem zanurzeni już po pas w wodzie. Pięknie razem wyglądali. Jego opalona skóra cudownie kontrastowała z prawie białą karnacją dziewczyny. Na wszystkich zdjęciach świetnie się bawili, było to widać na pierwszy rzut oka.. Na ostatniej fotografii na tej stronie, znajdowała się ta sama para młodych ludzi co na wcześniejszych. Dziewczyna stała wtulona w chłopaka, którego twarz była teraz doskonale widoczna. Miał lekko przymknięte, jasno brązowe oczy i pełne usta ułożone teraz w nieco zadziorny uśmiech. Był na tyle wysoki aby oprzeć się brodą o głowę dziewczyny. Jego ręce były oplecione naokoło niej. Dobrze znam chłopaka ze zdjęć. Ma na imię Leo i jest w moim wieku. To ja jestem tą z pozoru piękną dziewczyną, którą tuli.

Wszystkie fotografie zostały zrobione rok temu nad Morzem Śródziemnym we Francji. Byliśmy razem, ponieważ teoretycznie znamy się od zawsze. Gdy byliśmy mali traktowaliśmy się jak rodzeństwo. Nasze mamy znają się od dzieciństwa i są najlepszym przykładem przyjaźni na całe życie. Dlatego bardzo ucieszyły się z faktu, że ich dzieci zostały w końcu parą…

Wyciągnęłam jedno zdjęcie z folii, którą było oprawione. Położyłam się na podłodze i uniosłam je nad głowę na wyprostowanej ręce. Przyjrzałam mu się uważnie. Wyszłam całkiem nieźle. Moje ciemne włosy sięgały wtedy nieco za łopatki, lecz teraz są już znacznie dłuższe. Grzywka otulała moją, według mnie, za bardzo kwadratową twarz. Miałam na sobie zwiewną, błękitną sukienkę z przewiązaną w pasie granatową wstążką. Jednym słowem, nie było źle. Uśmiechnęłam się do siebie. Zanim popatrzyłam na młodzieńca, w którego ramionach się znajdowałam, omiotłam spojrzeniem tło. Ukryliśmy się wtedy w lasku niedaleko plaży. Chcieliśmy mieć chwilkę „sam na sam”, lecz nasze ciekawskie i wszędobylskie mamusie oczywiście znalazły nas w najmniej odpowiednim momencie. Zrobiły masę zdjęć, by uwiecznić, według nich, najromantyczniejszą scenę roku… To właśnie na tych wakacjach uświadomiliśmy sobie, jak blisko siebie jesteśmy. Krótko potem okazało się, że nie damy rady bez siebie żyć.

Zakręciła mi się w oku łza. Im dłużej wpatrywałam się w zdjęcie, tym bardziej brakowało mi Leo. Jego bliskości… Silnych ramion… Pięknych, lśniących włosów, które same dopraszały się o czułe przeczesanie palcami…

Czułam w środku pustkę. Teoretycznie trwałam w niej już od jakiegoś roku, kiedy dowiedziałam się, że mój ukochany wyjeżdża za granicę, pomóc ojcu w interesach. Na początku rodzice próbowali pocieszyć mnie na wszystkie możliwe sposoby, co spowodowało miesięczny wyjazd za granicę. Niestety nic nie poskutkowało i rodzice po jakimś czasie dali za wygraną.

Leo przewidział powrót na 21 lipca, zaplanowałam na ten dzień coś specjalnego… Do spotkania jeszcze miesiąc…

Opuściłam rękę. Wpatrywałam się w sufit, do czasu, aż łzy zaczęły spływać mi za uszami kapać na panele. Podniosłam się i wytarłam oczy o koc. Nie mogłam znieść otaczającej mnie ciszy.

- Trzeba przeżyć- uśmiechnęłam się blado- Dla ciebie zrobię wszystko…

Jeden, marny miesiąc to przecież niedługo. Zniosłam już przecież rok…

„Do tego czasu dojdę do siebie, aby Leoś nie musiał oglądać mnie całej zapłakanej jeżeli wróci wcześniej”- pomyślałam w duchu, szeroko się już uśmiechając.

Spojrzałam za okno. Wspaniale! Z tego całego smutku nie zauważyłam, kiedy zdążyło się rozpogodzić! Tak jakby to mój entuzjazm i chęć do życia, która wróciła po roku, sprawiły, że chmury rozwiały się i całkowicie zniknęły z mojego życia. Miałam nadzieję, że raz na zawsze.

Złapałam za telefon i wykręciłam numer do mojej najlepszej przyjaciółki.

- No heeej, Su!-  wykrzyknęłam radośnie do słuchawki.

- Ojej, Daisy… To naprawdę ty?- spytała z niedowierzaniem- Tak dawno się nie odzywałaś! Co się stało?

Tak, racja. Przez cały rok nikomu nie powiedziałam co się ze mną stało. O mojej depresji wiedziała tylko moja rodzina i bliscy Leo. Stwierdziłam, że rozmowa o rozstaniu tylko mnie bardziej dobije. Teraz widzę, jak bardzo się myliłam. Przez to, że nikomu się nie wyżaliłam, wpadałam w coraz większy dół. Można by rzec, że sama się w nim zakopywałam.

- Nic takiego się nie stało…

-NIC?? Przez rok nie miałam pojęcia co się z tobą dzieje! Nie dawałaś żadnych oznak życia!- tym razem to ona krzyczała.

Pewnie Was to zdziwi, ale chociaż jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, mieszkamy daleko od siebie. Na tyle daleko, aby po tygodniu zastawania pustego domu, otrzymać od rodziców szlaban na odwiedziny.

- Kochana, masz czas? A raczej DUŻO czasu?- zapytałam- Wszystko ci wyjaśnię.- zebrałam się w końcu na odwagę i powiem Susane co się stało.

- Pewnie! Dla ciebie zawsze.- odparła. Chociaż dzieliło nas dużo kilometrów, doskonale wiedziałam, że na jej twarzy widnieje teraz szeroki i bardzo szczery uśmiech.

Pożegnałyśmy się. Szybko się rozłączyłam, aby nie tracić już więcej cennego teraz czasu. Mam do nadrobienia zaległości we wszystkim. Odnoszę wrażenie, że przez ostatni rok nie istniałam. Zachowywałam się jak zombie i nic pożytecznego nie zrobiłam. Muszę się zrehabilitować i szybko to zmienić! Teraz wiem, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych! Wystarczy mi tylko trochę optymizmu…

~ Sora

Z życia wzięte ~Sora

Dzień dobry. C:
A więc... Siedzę sobie właśnie na spóźnionym obiadku z Mello w jakiejś nastrojowej knajpce. Zjadłyśmy już kuleczki ziemniaczane i frytki. Teraz zabieram się z sprawdzanie drugiego rozdziału ArminxMika :3. Zostanie on dodany najprawdopodobniej jutro.
Gdy wrócę do domu wrzucę początek mojego opowiadania.
(Ogólnie będziemy pisać
3 rozdziały na tydzień każda, jeżeli nie przeszkodzi nam w tym nauka).
Ah... i jeszcze jedno...
Mello kazała mi uwiecznić piękną lampkę że swoją łapką. C: Na dole macie fotkę z restauracji. 
~Sora

P.S.
Wybaczcie, ale podczas dodawania tego posta rozładowała mi się komórka -.-'. Nie pamiętam, kiedy chciałam to dodać, ale na pewno były to godziny obiadowe. No cóż... Life is brutal...

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Pierwsze opowiadanie Sory

„Wielka uroczystość”
-Za tydzień odbędzie się uroczysty bal walentynkowy. Obecność uczniów jest obowiązkowa, ponieważ wystawiać będą przedstawienie- powiedziała panna Grace, podczas lekcji języka polskiego.
-Tematem oczywiście będzie miłość - dodała po chwili.
-Czy mamy sami napisać scenariusz?- zapytała siedząca w trzeciej ławce pod oknem, wysoka uczennica Luna.
-Tak. Dobierzecie się w grupy i napiszecie po jednym scenariuszu. Gdy wszyscy je przyniosą, wybierzemy najlepszy i wystawimy podczas balu. Nagrodą dla zwycięzcy tego konkursu, będzie możliwość rozdzielenia ról w klasie.  Nie musicie martwić się o przygotowanie scenografii i kostiumów. Nasz szkolny teatr posiada wiele rzeczy, które będziemy mogli wykorzystać do przygotowań i prób.
Dryń dryń!- rozległ się dzwonek świadczący o końcu lekcji oraz rozpoczynającym się weekendzie.
Luna wybiegła z klasy w towarzystwie swoich przyjaciół- Charlotte i Olivera.
Już w szatni zaczęli rozmawiać na temat przedstawienia. Dziewczyny miały wspaniałe pomysły co do scenariusza, lecz Oliver w ogóle się nie odzywał. Tak jak każdy chłopak nie przepadał za rozmowami o miłości i uczuciach.
-Dlaczego się nie odzywasz, Oli?- zapytała Charlotte- Nie podobają ci się nasze pomysły?
-Mam trochę inną wizję przedstawienia niż wy- odparł.
-Masz rację, ciebie również powinnyśmy się zapytać o zdanie w tej sprawie-Przyznała Luna.- Więc jaki masz pomysł?- zapytała.
-Uważam, że przedstawienie powinno zawierać mały "dreszczyk", w przeciwnym razie będzie mdłe.- Powiedział nieśmiało chłopak, odrobinę się rumieniąc.
Przyjaciółki zachichotały cicho, lecz przyznały mu rację.
Po chwili, gdy już wszystkie sugestie zostały wypowiedziane na głos, grupa młodzieży spacerując alejką w stronę centrum miasta zdecydowała, że spotkają się w sobotę w domu Charlii. Gdy dotarli do rozwidlenia dróg pożegnali się i każdy poszedł w swoją stronę. Luna mieszkała na wprost i jako pierwsza doszła do swojego domu. Była tak podniecona zadaniem zadanym przez pannę Grace, że od razu spisała wszystkie pomysły przyjaciół i zaczęła przygotowywać wstępny plan scenariusza.
Nazajutrz uczennica szybko spakowała swoje zapiski i pobiegła do domu Charlotte. Nie mogła się wręcz doczekać pisania pracy z przyjaciółmi.
Do wyznaczonego domu dotarła spóźniona i zasapana. Gdy weszła do pokoju Charlii dostrzegła przyjaciół siedzących obok siebie na łóżku. Z ożywieniem prowadzili jakąś dyskusję. Gdy zobaczyli Lunę stojącą w drzwiach z tajemniczym uśmiechem, zaczerwieniona Charlotte odskoczyła od chłopaka tak gwałtownie, że ten aż spadł z łóżka. Dziewczyny zaczęły się głośno śmiać, a niezadowolony Oliver pocierać obolałe biodro.
-Przepraszam że musieliście na mnie czekać- powiedziała Luna chytrze się uśmiechając- ale widzę że nie narzekaliście na nudę.
Po tych słowach oberwała miękką poduszką od Charlii, co chwilę później przemieniło się w prawdziwą wojnę. Gdy nie dało się dostrzec już żadnej całej poduszki wszyscy razem runęli na podłogę nie potrafiąc przestać się śmiać. Aby nieco uspokoić śmiech zaczęli sprzątać duży pokój zapełniony białym puchem niegdyś wypełniającym poduszki.
Gdy pomieszczenie było już czyste przyjaciele zaczęli poważną rozmowę dotyczącą przygotowań scenariusza.
-Przygotowałam wczoraj spis naszych pomysłów - powiedziała Luna wyciągając kartkę zapisaną jej estetycznym pismem i podała ją Oliemu - Uważam, że każdy z nas powinien wnieść coś do tej pracy.
-Oliver - powiedziała Charlotte - pomyślałeś nad tym ”dreszczykiem”- w tym momencie narysowała w powietrzu znak cudzysłowu - który według ciebie powinniśmy wpleść w nasze opowiadanie?
- Tak, pomyślałem o tym. Na przykład główną bohaterkę może porwać jakiś zbir i żądać okupu w zamian za jej życie.
-Oli, nie sądzisz, że to trochę... drastyczne?- spytała Luna.
-Ależ skąd!- oburzył się chłopak - Dla dziewczyn to zawsze coś jest nie tak- dodał przewracając oczami.
Dziewczyny nie zwracając uwagi na Olivera, rozmawiały dalej między sobą. Po długich godzinach pracy uzyskali upragniony efekt. Gdy w końcu skończyli robić zadaną im pracę było już późno i nie mogli dłużej zostać u przyjaciółki. Wrócili więc do swoich domów.
Gdy przyszli do szkoły w poniedziałek nie mogli doczekać się lekcji z panną Grace. Ich praca wyglądała wspaniale. Była napisana pięknym pismem Luny z mała pomocą Oliviera na błękitnych kartkach Charlii. Każda osoba dodała coś od siebie, nie tylko w wyglądzie pracy, ale też dzięki swoim pomysłom  w wykonaniu.
Na szóstej lekcji pani polonistka zbierała od grup ich prace. Luna drżącą ręką podała pannie Grace swoje zadanie domowe. Uczniowie dostali zadania do zrobienia na lekcji, a w tym czasie pani nauczycielka wybierała zwycięski scenariusz. 
Nadszedł koniec lekcji. Cała trójka przyjaciół zaczęła z niecierpliwością czekać na werdykt.
-A więc drogie dzieci.- Zaczęła panna Grace.- W konkursie na najlepszy scenariusz wygrała grupa… Luny! Brawo, za najciekawszą pracę dla składu tej drużyny!
Cała klasa zaczęła klaskać. Luna, Charla i Oliver uśmiechali się do siebie składając sobie nawzajem gratulacje.
-Myślę, że ta grupa najbardziej zasłużyła na zwycięstwo.- odezwała się panna Grace - Czy moglibyście wyjść na środek i opowiedzieć o przedstawieniu jakie wystawi nasza klasa?- zapytała.
-Oczywiście - odpowiedzieli chórem przyjaciele stając już pod tablicą.
-Przedstawienie zacznie się od opowiedzenia legendy o miłości z dawnych czasów - powiedziała Luna zaczynając wypowiedź jako najśmielsza z całej grupki - Cały scenariusz dotyczy dwojga zakochanych mieszkańców czarodziejskiego miasta Magnolii, Marii i Ruperta, którzy magicznym pocałunkiem zawarli nierozerwalny związek - dokończyła.
-Lecz niekończący się spokój pięknej czarodziejki i wspaniałego maga zakłóci zbliżające się wielkimi krokami niebezpieczeństwo - dodała Charlotte.
-Opowieść zakończy się hucznym weselem Marii- magini wody i Ruperta- maga lodu - dopowiedział Oliver.
-Oszacowaliśmy, że nasze przedstawienie nie zajmie więcej niż czterdzieści pięć minut - powiedziała z uśmiechem Luna.
Wszyscy ponownie zaczęli bić brawo grupie stojącej na środku sali.
-Widzę, że dobrze wybrałam - powiedziała nauczycielka - Zaplanowaliście już wszystko?- zapytała.
-Tak, wiemy też jak mniej-więcej będzie wyglądała scenografia i kostiumy. Wybraliśmy również aktorów do poszczególnych postaci. Charlotte zostanie Tamafune, czyli nimfą która pomaga głównym bohaterom, Oliver będzie jednym z głównych strażników Magnolii - Warrenem, według moich przyjaciół ja powinnam wystąpić jako Maria, a Rupertem powinien być Jack - w tym momencie, spojrzała na przystojnego szatyna siedzącego pod ścianą. Na jego twarz, wkradł się mocno widoczny rumieniec.
Gdy ostatnia lekcja się skończyła Pani profesor zaprowadziła zwycięzców do szkolnego teatru aby poszukać rzeczy potrzebnych do odegrania sztuki. Po półgodzinie przygotowana była długa do ziemi, błękitno-biała suknia Marii, śnieżnobiały garnitur Ruperta, ciemny mundur Warrena i zwiewna żółto-zielono-biała sukienka do kolan dla Tamafune. Po dłuższym czasie wszystko zostało znalezione i przygotowane, czekało na użycie.

Gdy nadszedł 14 lutego wszystkich aktorów zjadały nerwy, lecz gdy patrzyło się na pięknie przygotowaną scenografię, aż chciało się wskoczyć na scenę i zacząć przedstawienie. Wystrój wyglądał idealnie, wszędzie były granatowe i ciemno fioletowe kwiaty, podłoga przypominała wodę, a na środku sceny stała łódka bez dna, którą kiedyś wykorzystali w przedstawieniu o piratach. W łódce siedzieli już Luna i Jack ucharakteryzowani na Marię i Ruperta. Po pięciu minutach przedstawienie się zaczęło.
Wszyscy widzowie byli oczarowani piękną sztuką, więc aktorzy otrzymali owacje na stojąco. Po zakończonych gratulacjach dla grupy młodych artystów panna Grace powiedziała:
-A więc oto była sztuka przygotowana przez Lunę, Charlotte i Oliviera. Teraz rozpoczyna się bal Walentynowy.  Bawmy się!- po tych słowach rozległ się głośny okrzyk zgody i z głośników zaczęła płynąć muzyka.
Młodzież nie zapomni szybko tego dnia. Wszyscy świetnie się bawili tańcząc i śmiejąc się. Oliver nawet odważył się zatańczyć z Charlotte. W tamten dzień Luna zdecydowała, że w przyszłości zostanie pisarką, a może nawet reżyserką.
Oczywiście dziewczyna odniosła sukces pisząc i kilka lat później wydała swój pierwszy bestseller.


Siemanko, Miśki! :3
Oto ukazało się moje pierwsze opowiadanie. Była to moja praca na j. polski, która została niesprawiedliwie oceniona przez moją polonistkę :<. (P.S. Pozdrawiam panią z podstawówki :p )
Mam nadzieję, że po tym co właśnie przeczytaliście, nie opuścicie naszego bloga... 
Prosimy o komentowanie naszych dzieł :3. 
~Sora

P.S.
Nasi czytelnicy mogą składać zamówienia na jakieś odrębne historyjki (one-shoty). 
~Wasze kochane, adminki :3

Opowiadanie 1. ~ Mello

Siemka Chopki!
Szybciej się wyrobiłam z opowiadaniem :3
Serdecznie zapraszam do czytania!

Opowiadanie 1.
Autor: ~ Mello
Korekta: ~ Sora
Anime: Shingeki no Kyojin
Paring: ArminxMikasa
Tytuł: ''Miłości się nie wybiera...''
Rozdział 1.
Tytuł: ''Tamte Walentynki... cz.1''

'' Marzenia, które się spełniają, nie są prawdziwymi marzeniami... " ~ FMA

Z dedykacją dla Sory i oczywiście, dla wszystkich czytelników :3

Wzeszło słońce. Ptaki pięknie śpiewały, tak samo jak każdego poranka. Nic nie wskazywało, że ten jeden, zwykły dzień zmieni moje życie...

Obudziłam się. Wczoraj był wyczerpujący trening, więc spałam jak zabita. 
Wstałam. Rozejrzałam się. W pokoju nie było nikogo. Wszystkie łóżka były zaścielone. Popatrzyłam na zegarek. Była dopiero 6.00. Bardzo się zdziwiłam. Do pokoju weszła Sasha.

Miała rozpuszczone, lekko falowane włosy, które sięgały jej do ramion. Na jej policzkach, można było zobaczyć delikatny róż. Usta miała lekko pomalowane błyszczykiem. Ubrana była w różową sukienkę w kwiatki. Dobrze ją pamiętam, bo dostała ją ode mnie na 14-ste urodziny. Założyła jasno różowe balerinki.

Był czwartek, więc nie wiedziałam o co chodzi. Nie zdążyłam się zapytać, skąd ten elegancki strój, przyjaciółka mnie wyprzedziła.

- Widzę, że już wstałaś, śpiochu!
- Jaki śpiochu?! To przecież ja zawsze pierwsza wstaję!
- Oj, już dobrze, nie złość się. - powiedziała podchodząc do mnie bliżej
- Czemu jesteś tak wystrojona... I to o tej porze? - zdziwiłam się
- Ach... To ty nie wiesz, jaki jest dzisiaj dzień?
- Czwartek, o ile się nie mylę...
- Chodzi mi o datę! - wykrzyknęła Sasha

Spojrzałam na kalendarz, wiszący nad moim łóżkiem. Była zaznaczona data 14 lutego.

- Jest czwartek, 14 lutego.
- A, co jest 14 lutego? - zapytała się silnie gestykulując 
- Czy dzisiaj jest jakiś sprawdzian? - próbowałam odszukać w pamięci słów nauczyciela - Ale w takim razie, po co się tak odstrzeliłaś?
- Jezu, Mika, dzisiaj są Walentynki!
-- Wa-len-tyn-ki -- szepnęłam - O Matko Boska, to już dziś?!?
- No brawo, kochana!

Nastąpiła chwila ciszy.

- To dla Jean'a się tak wystroiłaś? - zapytałam, ciepło się do niej uśmiechając
- Emmm... No tak... - odparła zarumieniona

Spotykali się od niecałego miesiąca, nie ukrywali tego, ale nie chcieli też wszystkim tego oświadczać. O ich związku wiedziałam tylko ja, jako najlepsza przyjaciółka Sashy i Marco, najlepszy kumpel Janeczka.

- Powiesz mu dzisiaj? - nagle spytała
- Ja? Co? Komu? Kiedy? Gdzie? Jak?
- No Erenowi to co do niego czujesz...

Teraz to ja oblałam się rumieńcem.

- Nie, nie dziś... - odparłam speszona

Byłam zakochana w Erenie. Nawet nie wiem, kiedy to się stało. Na początku traktowałam go jak brata, a potem, tak jakoś...
On mnie uratował. Gdyby nie on, pewnie byłabym już martwa. Zdecydowałam, że będę go chronić. Tylko Saszka o tym wiedziała.

- Jak nie dziś, to kiedy? - spytała zbulwersowana
- Ja... 
- Mika, to twój dzień! Walentynki! To idealna pora, by wyznać komuś swoje uczucia!
- Ale... Co jak on nic do mnie nie czuje?- spytałam ze łzami w oczach
- Na pewno nie! On też coś do ciebie... Wiesz... Nie przejmuj się!- próbowała mnie pocieszyć
- Łatwo ci mówić...
- Oj, nie bądź już taka!
- Ale...
- Żadnych ale! Chodź do łazienki, to zrobię cię na bóstwo!
- No, dobrze...- niechętnie się zgodziłam, ale posłuchałam jej rady. 

To będzie dziś! Moja wielka chwila- pomyślałam

Przyjaciółka otworzyła szafę i wyjęła z niej miętową sukienkę. 

- Podoba ci się?
- Jest śliczna!- wykrzyknęłam z zachwytu
- Hehehe! Będziesz w niej wyglądać jak księżniczka!
- Czy ta sukienka... Jest twoja?
- Mojej starszej siostry...
- Ale, czy ja mogę?
- Nie przejmuj się! Nawet nie zauważyła, jak ją podwędzałam! Z resztą, miała ją może z raz ubraną...
- No, ok... Skoro tak...

Ziemniaczana Panna chwyciła mnie za rękę i pognałyśmy do łazienki.

Koniec rozdziału 1.

Nie jest on może idealny, ale wymyśliłam go w wannie, podczas kąpieli.
Zapytacie, co on ma związanego z Arminem? Naprawdę dużo... zresztą, niedługo się sami przekonacie. W następnym rozdziale, pojawią się nowi bohaterowie. Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do dalszego czytania :3
~ Mello


Szybka informacja i podziękowania by Sora

Witajcie, kochani!
Mam nadzieję, że dobrze dzisiaj spaliście c:. Z powodu, iż pierwsze rozdziły/prologii naszych opowiadań są jeszcze w produkcji (i tak pracujemy na zwiększonych obrotach +możliwe, że pojawią się jutro, lub po jutrze), mam do Was pytanie.
Czy, aby czas oczekiwania, Wam się nie dłużył, chcielibyście przeczytać opowiadanie, które miałam napisać na próbny test szóstoklasisty? Uprzedzam, że jest to moje PIERWSZE opowiadanie, więc pewnie nie jest "idealne" (nie zdradzę jaką ocenę z niego dostałam ^^)
A więc... Zapraszam do pozostawienia odpowiedzi w komentarzu! C: Papatki i do jutra! :D
~Sora

P.S.
Bardzo dziękujemy wszystkim czytelnikom, którzy zajrzeli do nas w pierwszym dniu. Nigdy nie miałyśmy bloga, więc możemy się nie znać, ale myślimy, że ponad 30 wyświetleń na jeden dzień to dużo (szczególnie, że teoretycznie jeszcze nic tu nie ma c:). Więc jeszcze raz wszystkim dziękujemy! <3

niedziela, 24 sierpnia 2014

Ohayo! :3

Ohayo! :3
Jestem Mello. Na początek chciałabym Was bardzo serdecznie powitać na naszym blogu i zachęcić do czytania opowiadań. Nie jestem z natury romantyczką, ale myślę, że uda mi się napisać parę, ciekawych miłosnych opowiadań ;) Pierwsze opowiadanie pojawi się w czasie bliżej nieokreślonym. Myślę, że będzie o jakimś paringu z SnK ^^ 
Na teraz to chyba tyle... Pozdrawiam serdecznie :3
~ Mello 

Witamy na naszym pierwszym blogu! :D

Witam wszystkich czytelników bardzo serdecznie.
Mam na imię Julia i mam 13 lat. Moja przyjaciółka- Madzia jest w tym samym wieku i również jest adminką tego bloga. Trafiłyśmy tu z powodu przepełniającej nas weny i postaramy się pisać ciekawe opowiadania na różne tematy. Będziemy tworzyć osobno, ponieważ z powodu zbliżającego się roku szkolnego nie będziemy miały warunków do wspólnej pracy. :)
Będę podpisywać się ~Sora-chan (jeżeli ktoś interesuje się japonią to pewnie wie o co chodzi c;, ale wytłumaczę dla osób, które nie wiedzą. Końcówkę "-chan" dodaje się do wyrazu. który chce się zdrobnić (np. neko- kot, neko-chan- kotek/koteczek). Przy imionach powstaje z tego coś w stylu polskiej końcówki "-uś". Więc po polsku wyszłoby Soruś (;-;), a w japońskim lepiej wygląda c;), a Madzia ~Mello (nie pytajcie ;-;).
Mello pewnie napisze też osobny post przywitalny, kiedy będzie miała trochę czasu.
Więc nie przedłużając,
Pozdawiam i zachęcam do czytania naszych historii! (które za niedługo się pojawią c;)
~Sora