Mam przyjemność zaprezentować kolejny "magiczny"rozdział. Wybaczcie za taki długi przestój, ale straciłyśmy zapał (nie komentujecie...). Moony zapał odzyskała *kłania się* i będzie dalej pisać. Soooo.... Życzę miłego czytania :)Zapraczam :D
Dedykuję ten rozdział NarCyzi. Twój komentarz spowodował, że odzyskałam chęci. Dziękuję i pozdrawiam ;*
Opowiadanie 1. "Lucy Fox w świecie magii"
Autor ~ Moony
Korekta ~ Moony
Rozdział 5. "Wszystko idzie nie tak!"
Josh siedział nad pustym talerzem i nic nie mówił. Od tygodnia znowu chodził z nami na lekcje, ale widziałam, że na nich nie uważa. Był na mnie zły, że powiedziałam nauczycielom co się stało. Profesorowie sami postanowili zająć się sprawą, poinformowali też Ministerstwo. Prawie codziennie dostaję list od mojego brata. Rodzice zakazali mu cokolwiek mi mówić, ale on ich nie słucha. "Jestem dorosły i czuję, że masz prawo wiedzieć, co się dzieje" napisał w jednym z listów.
Poczułam, że ktoś mnie szturcha. Rozejrzałam się, do Wielkiej Sali właśnie wleciały sowy z pocztą. Wypatrywałam sowy mojego brata. Nadleciała, list upuściła na mój talerz i usiadła mi na ramieniu. Otworzyłam kopertę i przeczytałam:
Wszystko idzie nie tak! Wykluczyli mnie! Powiedzieli, że za bardzo się angażuję w tą sprawę. Teraz muszę siedzieć w biurze. Nie wiem co zrobię, ale coś wymyślę, żeby mnie zabrali na poszukiwania. Mam nadzieję, że u was wszystko dobrze. Puki w szkole jest Dumbledore nic wam nie grozi. Pozdrów przyjaciół. Do zobaczenia. Kocham Cię.
Luck
Zmartwiłam się. Luck był jedynym źródłem informacji. Remus zauważył, że coś jest nie tak i wyjął mi list z ręki. Kiedy przeczytał, włożył go do kieszeni spodni. Dobrze zrobił, nie chciałam martwić przyjaciół. Popatrzyłam na moich towarzyszy. Mieli ponure miny. Nawet Rogacz i Łapa, co nie jest często spotykane.
- Zjedz coś - powiedziała Lily i podała Josh'owi chleb. Chłopak popatrzył na nią nieprzytomnie i pokręcił głową. Chcieliśmy aby nabrał ciała, bo był strasznie chudy.
- Musisz coś jeść - powiedział mu Glizdogon. - Jeśli nie będziesz jadł, nie pokonasz Czarnego Pana.
- Peter, Czarnego Pana? - zdziwił się Łapa. Młodzieniec wystraszył się i szybko powiedział:
- Tak jakoś mi się powiedziało.
- Lepiej, żeby Ci się już przypadkiem nie mówiło - powiedział ze spokojem Remus. - Voldemort jest wrogiem, a nie panem.
Po śniadaniu poszliśmy do Pokoju Wspólnego. Mieliśmy dzisiaj na później. Huncwoci wygonili jakieś młodsze dzieciaki z kanapy przy kominku i usiedliśmy. Josh nie odzywał się. Przyglądałam mu się, ale nie patrzył na mnie. Był obrażony.
- Nie lubię bezczynnie siedzieć... - odezwał się Łapa. - A poza tym mina Josha zaczyna mnie dołować.
- Sorry... - mruknął Josh. - Gdybyście nie mówili nic profesorom, już bym ich dorwał.
- To po co tu przychodziłeś? - zapytałam. Nie wiedziałam, dlaczego miał do mnie pretensje. Chciałam mu pomóc.
- Chciałem Ci powiedzieć. Myślałem, że należy Ci się jakieś wyjaśnienie - powiedział cicho chłopak. - Potem chciałem iść i odszukać moich rodziców.
- Sam? - James wydał się rozbawiony. - Sam pokonać Śmierciożerców? A potem Tego - Którego - Imienia - Nie - Wolno - Wymawiać?!
- Chcę tylko uratować rodziców - odpowiedział Josh. - I może kiedyś pomścić brata.
W Pokoju było cicho, w kominku palił się ogień. Było przyjemnie ciepło. Za oknem zaczął padać śnieg. Nie mieliśmy ochoty rozmawiać, każdy pogrążył się w swoich myślach. Zaczęłam wspominać pierwsze lata w Hogwarcie. Jak poznałam bliźniaków i Alison. Pierwsze kawały Huncwotów. Wszystkie te lata były beztroskie i przyjemne.
- Hej, wy! - krzyknął do nas jakiś chłopak. - Czy wy wiecie, która jest godzina?! Zaraz zacznie się lekcja!
- Nie drzyj się chłopie - powiedziała Lily. Wzięliśmy swoje plecaki i poszliśmy na lekcję transmutacji. Josh był na tych lekcjach trochę bardziej skupiony niż na innych. Usiedliśmy na końcu klasy niedaleko siebie. Josh siedział sam (zawsze siedział ze swoim bratem). Pani profesor zaczęła lekcję. Nie byłam skupiona. Parę razy udało mi się zmienić moją sowę w kielich, ale nie o to chodziło na tej lekcji.
- Josh - zatrzymała nas McGonagall, kiedy wychodziliśmy z klasy, po lekcji. - Zapraszam Cię dzisiaj. Poćwiczymy twoje przemiany.
- Dziękuję pani profesor, ale nie przyjdę - odpowiedział chłopak. - Te lekcje to była przyjemność i wspaniała zabawa, ale bez Eric'a to nie będzie to samo. Nie umiem się skupić więc to nie wyjdzie.
- Rozumiem, ale musisz ćwiczyć, żeby nie wyjść z wprawy.
- Może innym razem, proszę pani - Josh uśmiechnął się smutno i poszliśmy na obiad.
Josh zjadł niewielką porcję. Uśmiechnęłam się w duchu, bo to znaczyło, że zaczyna odzyskiwać pewność siebie. Po obiedzie były eliksiry. "Wspaniale panno Evans!" "Snape świetna robota!" co jakiś czas mówił profesor Slughorn. Lily pomagała Jamesowi, ale jego profesor nie chwalił. Widziałam, że Josh stara się skupić i stworzyć dobry eliksir.
Po eliksirach poszliśmy na Obronę Przed Czarną Magią. Byłam w parze z Joshem. Parę razy udało mi się go pokonać, ale nadal był lepszy ode mnie, mimo tego, że cały czas był zamyślony.
- Miło patrzeć, jak odzyskujesz apetyt - powiedział Remus, pewnego wieczoru podczas kolacji, kiedy Josh zjadł dużą porcję i nakładał sobie więcej. Chłopak lekko się uśmiechnął. Jego skóra nabrała naturalny kolor. Na twarzy miał rumieńce.
- Dostałem, dzisiaj rano, list od ojca - powiedział Josh. - Napisał, że jest u moich dziadków, razem z mamą.
- Udało im się uciec? - James zakrztusił się sokiem z dyni. Josh wzruszył ramionami.
- Nie wiem, dlatego święta planuję spędzić u dziadków.
- Mogę jechać z tobą? - zapytał Syriusz. Nie lubił wracać do domu. Święta spędzał w szkole albo z James'em u jego rodziców.
- Chciałem załatwić to sam, ale jeśli chcesz jechać ze mną. Miło mi będzie, jak ktoś z moich przyjaciół tam ze mną będzie.
- To super - ucieszył się Łapa. - Rogaczu, niestety w tym roku nie będę Ci towarzyszył.
- Nie martw się, będę miał towarzystwo - James spojrzał na Lily i pocałował ją w policzek.
Tydzień przed świętami był zadziwiająco spokojny. Profesorowie trochę odpuścili, ale nadal byli wymagający. Kiedy wreszcie nadszedł dzień wyjazdu do domu, wszyscy byli szczęśliwi, nawet Josh.
- A jeśli to jest pułapka? - powiedział Syriusz, kiedy jechaliśmy na stację.
- Boisz się ze mną jechać? - zapytał Josh. Łapa wzruszył ramionami. Włożył rękę do kieszeni i odetchnął. Rogacz mrugnął do niego.
- Jakby coś było nie tak - odezwała się Ali. - W tym roku spędzam święta z Lucy.
- Czyli jesteśmy w jednym domu po dwie osoby - podsumowała Lily. - To dobrze, nikt nie zostanie pominięty.
- Ja jestem sam - stwierdził Peter. - Remus też będzie sam.
- Lepiej żebym z nikim nie spędzał świąt... - powiedział Remus. Siedział skulony. - W święta wypada pełnia. Nie będę wam mógł pomóc.
- Mów ciszej - upomniał go Rogacz. Uczniowie przed nami odwrócili się i patrzyli na nas podejrzliwie. - Chyba, że chcesz żeby każdy dowiedział się o twoim futerkowym problemie.
W pociągu znaleźliśmy wolny przedział i całą drogę planowaliśmy co zrobimy, gdy list od ojca Josha okaże się pułapką.
- Dobrze, że nabrałeś sił, Josh - powiedziałam. - Jestem trochę spokojniejsza.
- Nie martw się, Lucy. Nic mi nie będzie - odpowiedział. Uśmiechał się. - A tak poza tym, przepraszam za moje zachowanie. Nie powinienem był Cię tak traktować.
- Nie masz za co przepraszać - odpowiedziałam. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął do mnie ręce. Przytuliłam go. Miał mocny uścisk. Walka wręcz nie powinna być dla niego trudnością, ale czarodzieje wolą używać czarów... [;_;]
Na peronie czekał na mnie ojciec. Ucieszyłam się na jego widok. Nidzie nie widziałam mojego brata, podobno został wezwany do Ministerstwa.
- Jeśli będzie coś nie tak - powiedziałam do Josh'a. - Masz do nas napisać.
- Obiecuję - odpowiedział mój przyjaciel.
- Jeśli nie będzie chciał pisać - odezwała się Alison. - Łapa nas poinformuje.
- Nawet jeśli będzie mi groził - obiecał Syriusz. Wiedziałam, że mogę mu ufać. Jeśli chodziło o bezpieczeństwo przyjaciela, robił wszystko alby go uratować.
Nie mogliśmy doczekać się na kogoś od Josh'a. Zaczęłam się denerwować. Peter, James i Lily już dawno pojechali. Uparłam się, że zaczekamy aż ktoś odbierze Josha.
- Lucy, mama czeka na nas w domu z posiłkiem - powiedział tata.
- To nie ma sensu, nie czekajcie - powiedział Josh. - Dam znać, jak będziemy w domu.
- Lucy - odezwał się Remus. - Zaczekam tu z nimi. Po mnie też nikt jeszcze nie przyjechał.
- Ale ty nie jesteś w takiej sytuacji, jak on! - powiedziałam to trochę głośniej niż chciałam. Remus podszedł do mnie i przytulił. Trochę się rozluźniłam, ale on niezbyt pomoże chłopakom. Ledwo trzymał równowagę, był blady, miał ciemne wory pod oczami.
- Teraz nic im się nie stanie - zauważyła Ali. - Nie zaatakują w pobliżu mugoli. Na razie im się nie przydamy.
W końcu dałam się namówić. Bałam się o przyjaciół. Bałam się, że już nigdy ich nie zobaczę...
Nie jest to jakiś tam genialny rozdział, ale postaram się następnym razem bardziej. Ten był taki na rozgrzewkę, po długiej przerwie. Dziękuję tym, którzy przeczytali do końca :)
Zachęcam do komentowania, to naprawdę motywuje.
Jeszcze raz dziękuję NarCyzi :D
~ Moony
- Zjedz coś - powiedziała Lily i podała Josh'owi chleb. Chłopak popatrzył na nią nieprzytomnie i pokręcił głową. Chcieliśmy aby nabrał ciała, bo był strasznie chudy.
- Musisz coś jeść - powiedział mu Glizdogon. - Jeśli nie będziesz jadł, nie pokonasz Czarnego Pana.
- Peter, Czarnego Pana? - zdziwił się Łapa. Młodzieniec wystraszył się i szybko powiedział:
- Tak jakoś mi się powiedziało.
- Lepiej, żeby Ci się już przypadkiem nie mówiło - powiedział ze spokojem Remus. - Voldemort jest wrogiem, a nie panem.
Po śniadaniu poszliśmy do Pokoju Wspólnego. Mieliśmy dzisiaj na później. Huncwoci wygonili jakieś młodsze dzieciaki z kanapy przy kominku i usiedliśmy. Josh nie odzywał się. Przyglądałam mu się, ale nie patrzył na mnie. Był obrażony.
- Nie lubię bezczynnie siedzieć... - odezwał się Łapa. - A poza tym mina Josha zaczyna mnie dołować.
- Sorry... - mruknął Josh. - Gdybyście nie mówili nic profesorom, już bym ich dorwał.
- To po co tu przychodziłeś? - zapytałam. Nie wiedziałam, dlaczego miał do mnie pretensje. Chciałam mu pomóc.
- Chciałem Ci powiedzieć. Myślałem, że należy Ci się jakieś wyjaśnienie - powiedział cicho chłopak. - Potem chciałem iść i odszukać moich rodziców.
- Sam? - James wydał się rozbawiony. - Sam pokonać Śmierciożerców? A potem Tego - Którego - Imienia - Nie - Wolno - Wymawiać?!
- Chcę tylko uratować rodziców - odpowiedział Josh. - I może kiedyś pomścić brata.
W Pokoju było cicho, w kominku palił się ogień. Było przyjemnie ciepło. Za oknem zaczął padać śnieg. Nie mieliśmy ochoty rozmawiać, każdy pogrążył się w swoich myślach. Zaczęłam wspominać pierwsze lata w Hogwarcie. Jak poznałam bliźniaków i Alison. Pierwsze kawały Huncwotów. Wszystkie te lata były beztroskie i przyjemne.
- Hej, wy! - krzyknął do nas jakiś chłopak. - Czy wy wiecie, która jest godzina?! Zaraz zacznie się lekcja!
- Nie drzyj się chłopie - powiedziała Lily. Wzięliśmy swoje plecaki i poszliśmy na lekcję transmutacji. Josh był na tych lekcjach trochę bardziej skupiony niż na innych. Usiedliśmy na końcu klasy niedaleko siebie. Josh siedział sam (zawsze siedział ze swoim bratem). Pani profesor zaczęła lekcję. Nie byłam skupiona. Parę razy udało mi się zmienić moją sowę w kielich, ale nie o to chodziło na tej lekcji.
- Josh - zatrzymała nas McGonagall, kiedy wychodziliśmy z klasy, po lekcji. - Zapraszam Cię dzisiaj. Poćwiczymy twoje przemiany.
- Dziękuję pani profesor, ale nie przyjdę - odpowiedział chłopak. - Te lekcje to była przyjemność i wspaniała zabawa, ale bez Eric'a to nie będzie to samo. Nie umiem się skupić więc to nie wyjdzie.
- Rozumiem, ale musisz ćwiczyć, żeby nie wyjść z wprawy.
- Może innym razem, proszę pani - Josh uśmiechnął się smutno i poszliśmy na obiad.
Josh zjadł niewielką porcję. Uśmiechnęłam się w duchu, bo to znaczyło, że zaczyna odzyskiwać pewność siebie. Po obiedzie były eliksiry. "Wspaniale panno Evans!" "Snape świetna robota!" co jakiś czas mówił profesor Slughorn. Lily pomagała Jamesowi, ale jego profesor nie chwalił. Widziałam, że Josh stara się skupić i stworzyć dobry eliksir.
Po eliksirach poszliśmy na Obronę Przed Czarną Magią. Byłam w parze z Joshem. Parę razy udało mi się go pokonać, ale nadal był lepszy ode mnie, mimo tego, że cały czas był zamyślony.
- Miło patrzeć, jak odzyskujesz apetyt - powiedział Remus, pewnego wieczoru podczas kolacji, kiedy Josh zjadł dużą porcję i nakładał sobie więcej. Chłopak lekko się uśmiechnął. Jego skóra nabrała naturalny kolor. Na twarzy miał rumieńce.
- Dostałem, dzisiaj rano, list od ojca - powiedział Josh. - Napisał, że jest u moich dziadków, razem z mamą.
- Udało im się uciec? - James zakrztusił się sokiem z dyni. Josh wzruszył ramionami.
- Nie wiem, dlatego święta planuję spędzić u dziadków.
- Mogę jechać z tobą? - zapytał Syriusz. Nie lubił wracać do domu. Święta spędzał w szkole albo z James'em u jego rodziców.
- Chciałem załatwić to sam, ale jeśli chcesz jechać ze mną. Miło mi będzie, jak ktoś z moich przyjaciół tam ze mną będzie.
- To super - ucieszył się Łapa. - Rogaczu, niestety w tym roku nie będę Ci towarzyszył.
- Nie martw się, będę miał towarzystwo - James spojrzał na Lily i pocałował ją w policzek.
Tydzień przed świętami był zadziwiająco spokojny. Profesorowie trochę odpuścili, ale nadal byli wymagający. Kiedy wreszcie nadszedł dzień wyjazdu do domu, wszyscy byli szczęśliwi, nawet Josh.
- A jeśli to jest pułapka? - powiedział Syriusz, kiedy jechaliśmy na stację.
- Boisz się ze mną jechać? - zapytał Josh. Łapa wzruszył ramionami. Włożył rękę do kieszeni i odetchnął. Rogacz mrugnął do niego.
- Jakby coś było nie tak - odezwała się Ali. - W tym roku spędzam święta z Lucy.
- Czyli jesteśmy w jednym domu po dwie osoby - podsumowała Lily. - To dobrze, nikt nie zostanie pominięty.
- Ja jestem sam - stwierdził Peter. - Remus też będzie sam.
- Lepiej żebym z nikim nie spędzał świąt... - powiedział Remus. Siedział skulony. - W święta wypada pełnia. Nie będę wam mógł pomóc.
- Mów ciszej - upomniał go Rogacz. Uczniowie przed nami odwrócili się i patrzyli na nas podejrzliwie. - Chyba, że chcesz żeby każdy dowiedział się o twoim futerkowym problemie.
W pociągu znaleźliśmy wolny przedział i całą drogę planowaliśmy co zrobimy, gdy list od ojca Josha okaże się pułapką.
- Dobrze, że nabrałeś sił, Josh - powiedziałam. - Jestem trochę spokojniejsza.
- Nie martw się, Lucy. Nic mi nie będzie - odpowiedział. Uśmiechał się. - A tak poza tym, przepraszam za moje zachowanie. Nie powinienem był Cię tak traktować.
- Nie masz za co przepraszać - odpowiedziałam. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wyciągnął do mnie ręce. Przytuliłam go. Miał mocny uścisk. Walka wręcz nie powinna być dla niego trudnością, ale czarodzieje wolą używać czarów... [;_;]
Na peronie czekał na mnie ojciec. Ucieszyłam się na jego widok. Nidzie nie widziałam mojego brata, podobno został wezwany do Ministerstwa.
- Jeśli będzie coś nie tak - powiedziałam do Josh'a. - Masz do nas napisać.
- Obiecuję - odpowiedział mój przyjaciel.
- Jeśli nie będzie chciał pisać - odezwała się Alison. - Łapa nas poinformuje.
- Nawet jeśli będzie mi groził - obiecał Syriusz. Wiedziałam, że mogę mu ufać. Jeśli chodziło o bezpieczeństwo przyjaciela, robił wszystko alby go uratować.
Nie mogliśmy doczekać się na kogoś od Josh'a. Zaczęłam się denerwować. Peter, James i Lily już dawno pojechali. Uparłam się, że zaczekamy aż ktoś odbierze Josha.
- Lucy, mama czeka na nas w domu z posiłkiem - powiedział tata.
- To nie ma sensu, nie czekajcie - powiedział Josh. - Dam znać, jak będziemy w domu.
- Lucy - odezwał się Remus. - Zaczekam tu z nimi. Po mnie też nikt jeszcze nie przyjechał.
- Ale ty nie jesteś w takiej sytuacji, jak on! - powiedziałam to trochę głośniej niż chciałam. Remus podszedł do mnie i przytulił. Trochę się rozluźniłam, ale on niezbyt pomoże chłopakom. Ledwo trzymał równowagę, był blady, miał ciemne wory pod oczami.
- Teraz nic im się nie stanie - zauważyła Ali. - Nie zaatakują w pobliżu mugoli. Na razie im się nie przydamy.
W końcu dałam się namówić. Bałam się o przyjaciół. Bałam się, że już nigdy ich nie zobaczę...
Nie jest to jakiś tam genialny rozdział, ale postaram się następnym razem bardziej. Ten był taki na rozgrzewkę, po długiej przerwie. Dziękuję tym, którzy przeczytali do końca :)
Zachęcam do komentowania, to naprawdę motywuje.
Jeszcze raz dziękuję NarCyzi :D
~ Moony
Hej!
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział! Masz rację, w sam raz na rozgrzewkę :D
Po pierwsze:
Wciąż nie rozumiem, dlaczego uśmierciłaś brata Josh'a, bo na serio go lubiłam, ale o tym już rozmawiałyśmy ;)
Po drugie:
Utorzsamiasz się z Lucy, prawda? Bo ja wiem, jak bardzo lubisz Remusa... :DDD
I po trzecie:
No, ale mam nadzieję, że wkrótce pojawi się nowy rozdział i będzie w nim kolejny wątek z tym paringiem (chociaż jakiś mały przytulas, jak w tym ;) )
Pozdrawiam i życze weny! :DD
//Twoja "skryta" fanka Neroi :p
P.S.
Wiem, że Remus ma później żonę i wg, a Lucy pewnie będzie z Josh'em, ale i tak, przynajmniej przez chwilę mogą być razem, nie? C:
Gdybym nie uśmierciła Eric'a. Nie rozegrałaby się akcja. I nigdy nie doszło by do tego przytulasa! xd
UsuńZobaczysz co się stanie, nie będę Ci nic spojlerować :D