wtorek, 7 października 2014

Opowiadanie 2. ~ Moony

Dobra. Dodaję, hmm... pierwszą część pierwszego rozdziału mojego opowiadania. Dodaję na próbę, jeśli będziecie chcieli dalszy ciąg napiszcie w komentarzach. :D  Miłego czytania życzę... No dobra nie przedłużam :)

______________________________________________________________________________

Opowiadanie 2. 'Ciężki trymestr'
Rozdział 1. 'Nowe znajomości'
Autor ~ Moony 

Korekta ~ Moony 


MADISON

   Obudziłam się bardzo wcześnie. Za oknem, w parapet bębnił deszcz. Od samego początku wiedziałam, że Londyn, pod względem pogody, jest okropnym miastem. Jednak pomimo pogody jest tam wielu turystów.
   Niewiele przed ósmą przestało padać, a miasto budziło się do życia. Na sąsiednim łóżku, mój młodszy brat, Max, cicho pomrukiwał.


SANTIAGO (DIEGO)

   Obudziło mnie stukanie deszczu, w parapet. Uwielbiałem deszczowe dni, których tak niewiele było w moim rodzinnym mieście, Buenos Aires. Bardzo podobał mi się zapach deszczu, mokrego świata.
   Chciałem dzisiejszy dzień poświęcić na uczenie się do egzaminów końcowych.


  MADISON

   Przed południem, rodzice zadecydowali, że pójdziemy na spacer do parku. Nie podobał mi się ten pomysł, ponieważ park był daleko i pojechaliśmy do niego samochodem, a poza tym nie miałam ochoty spacerować, ale nie chciałam robić przykrości rodzicom więc się zgodziłam. Max zabrał ze sobą piłkę, dzięki czemu nie było tak źle jak myślałam.


SANTIAGO


   Około godziny pierwszej po południu poszedłem do parku i moje plany uczenia się do egzaminów poległy. Było rześko i pachniało deszczem. Na ulicach nie było wielu osób. Kiedy szedłem jedną ze ścieżek usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i spojrzałem na ekran, dostałem SMS-a od brata: 'Jak będziesz wracał kup mleko'. Zaśmiałem się cicho, bo mieliśmy sklep blisko domu, a jemu nie chciało się wyjść. W momencie, kiedy odpisywałem mu, że jest okropnym leniem itd. (brat miał 24 lata), pod nogi upadła mi piłka. Dziękowałem w duszy Bogu, że nie stałem kroku bliżej bo dostałbym nią w głowę. Schowałem telefon z powrotem do kieszeni i rozejrzałem się dookoła. Z naprzeciwka biegła do mnie ciemnowłosa dziewczyna. Nie była wysoka. Za nią biegł mały chłopiec. Miał brązowe, krótkie włosy. Oboje byli lekko wystraszeni.


RAZEM  
 
   Madi dobiegła do chłopaka i zatrzymała się przed nim zadyszana.  
- Przepraszam Cię bardzo - powiedziała.
- Nie sądziłam, że mały tak mocno kopie piłkę. 
- Nie jestem mały! - oburzył się chłopiec. - Mam już dziesięć lat!
- Jesteś już dużym facetem - mrugnął do niego młodzieniec, a potem zwrócił się do jego towarzyszki. - Nic się nie stało. Nazywam się Santiago Verde - przedstawił się.
- Ja jestem Madison, a to jest mój brat, Max - odpowiedziała dziewczyna. Przyjrzała się nieznajomy chłopakowi. Jasne włosy miał  lekko nastroszone, ale to pewnie specjalnie, grzywka opadała mu na zielone oczy. Na nosie miał piegi. Uśmiechał się przyjaźnie, a kiedy mówił było widać jego idealnie proste, białe zęby. - Twoje nazwisko pasuje Ci do oczu - przyznała. Chłopak parsknął śmiechem.
- Widzę, że znasz hiszpański - odpowiedział. - Skąd jesteś? Nigdy Cię tu nie widziałem.
- Razem z mamą i Max'em przyjechałam tutaj z Nowego Jorku, do taty - odpowiedziała. - Ale ty też nie jesteś stąd, prawda?
- Masz rację. Mieszkam tutaj z bratem, ale jestem z Buenos Aires. Uczę się w jednej z tutejszych szkół, dzięki stypendium, które dostałem - wytłumaczył Santiago.
- Zagrasz z nami? - wtrącił się do rozmowy już lekko znudzony tą wymianą zdań Max. Madi i nowy znajomy popatrzyli na niego, siostra lekko zdenerwowana, Diego rozbawiony.
- No jasne! - powiedział chłopak. - Dawaj, stoję na bramce.
- Ahh... Chłopcy to wieczne dzieci - westchnęła Madison i przeglądała się jak Max próbuje strzelić gola nowemu koledze. Santiago wydawał się naprawdę fajny. Był miły i zabawny, łatwo nawiązał kontakt z jej bratem co rzadko się zdarzało, bo Max nie ufał starszym od siebie ludziom. Poza tym był przystojny, co z jego cechami charakteru zdarza się coraz rzadziej.
   Jakiś później rodzice rodzeństwa zawołali ich, bo chcieli wrócić do domu. Rodzeństwo pożegnało się z nowym znajomym i pobiegło do rodziców.
- Jak będziesz chciała, to poszukaj mnie na Facebooku - powiedział Diego żegnając się z Madi.
- Jeśli znajdę czas to na pewno poszukam - mrugnęła do niego dziewczyna i podążyła za rodziną.

____________________________________________________________________________


Sory, że takie krótkie, ale to tak na początek. Jeśli was zainteresowało to piszcie. Jeśli nie... te też możecie napisać :P 

~ Moony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz