Hejka, moi kochani!
Bardzo długo mnie nie było (mam nadzieję, że odpoczeliście trochę ode mnie C:)...
Moją nieobecność można w bardzo szybki sposób wyjaśnić... no... a więc... ehh...
Miałam bardzo silną... migrenę i dopiero dzisiaj wstałam z łóżka... <?>
- Tak, tak. Kłam dalej... ~Mello
- ... ~Sora
No, dobrze... Poprostu nie miałam ani grama weny...
Ale nie myślcie, że ten czas poszegł na marne! Oj nie, nie. Pod czas mojej nieobecności bardzo dużo myślałam nad opowiadaniem... W końcu doszłam do wniosku, iż mój styl pisania, znacznie różni się od stylu innych autorek na tym blogu. Jak by to powiedziać... Piszę bardzo sztywno (>-<). Bardzo za to przepraszam! Poprawię się!
Mam nadzieję, że kolejna część opowiadania Wam się spodoba, więc nie przeciągając...
Zapraszam do czytania! :3
Opowiadanie 1. "Jeszcze chwila i będziemy razem"
Rozdział 1. "Przebłyski optymizmu" część 1
Autor: ~Sora
Korekta: ~Sora (;-; Forever Alone ;-;)
…Właśnie miałam otworzyć drzwi i opuścić dom… Lecz gdy,
stałam przy piwnicy (może kiedyś dowiecie się jak wygląda plan domu Daisy),
poczułam dziwny chłód…
Spojrzałam w dół i
zauważyłam, iż nie mam na sobie spodni, a moja bluzka nie nadaje się do publicznego
paradowania po mieście. Szybko pobiegłam na piętro, by założyć na siebie coś
bardziej stosownego. Wybrałam zieloną sukienkę w żółte plamki i białe baleriny.
Na ramię zarzuciłam moją ulubioną i z resztą jedyną torbę na długim pasku.
Traktowałam ją jak mój podstawowy niezbędnik. Nabazgrałam wiadomość dla
rodziców o moim wypadzie. Umieściłam ją na schodach, tak jak zwykle u mnie w
domu jest to robione.
Wybiegłam z domu.
Otworzyłam bramę wjazdową i wsiadłam do stojącego na podjeździe mojego własnego
(*-*), białego Jaguara [Chodziło mi o: Jaguar C-X16 Concept. Jakieś 30 minut
próbowałam znaleźć jakiś fajny samochód w guglach i ten podoba mi się
najbardziej :3). Byłam bardzo zamyślona. Głównie zastanawiałam się, gdzie mam
się udać. Nie umówiłam się z Su w określonym miejscu. Postanowiłam pojechać do
stadniny konnej, gdzie moja przyjaciółka udzielała lekcji jazdy. Chociaż ma
zaledwie 15 lat, dostała pozwolenie na uczciwe zarabianie pieniędzy. Możliwe,
że ludzie udzielili na to zgodę, z powodu jej trudnej sytuacji rodzinnej… Matka
Su zmarła przy porodzie jej młodszej o 2 lata siostry, niestety dziecko również
nie przeżyło. Dziewczynę wychowuje ojciec, który pracuje na siłowni (mam tam
zniżkę :D). To właśnie tam poznałam Leo…
Na autostradzie
włączyłam radio. Z samochodowych głośników zaczęły wypływać przerywane i
pojedyncze dźwięki. Zmieniłam stację na Radio Zet Gold. Już po chwili zaczęłam
śpiewać i nie zwracając uwagi na trąbiący z tyłu samochód, rozpoczęłam swój
„szaleńczy taniec” w rytm piosenki „Everybody”… Backstreet Boys-ów! Pewnie się
nie spodziewaliście, ale to jest mój ulubiony boysband! (<3)
Po około godzinie
jazdy zaczęłam kojarzyć okolicę. Poznałam bogato zdobione domy i malownicze
pola. Skręciłam w prawo. Teraz jechałam pustą o tej godzinie szosą [nie wiem,
która godzina mogła być, ale możliwe, że obiadowa]. Po piętnastu minutach moim
oczom ukazała się tablica informująca, że miejsca są tylko dla personelu.
Niechętnie wycofałam samochód i znalazłam miejsca dla „zwykłych śmiertelników”…
Już rok mnie tu nie
było… Ehh… *sentymentalne westchnięcie* Rozejrzałam się w około. Niewiele się
tu zmieniło. Przy ogrodzeniu rosły te same kwiaty, wejście jak zawsze
znajdowało się w po drugiej stronie budynku… (-_-‘) [czytaj: Daisy jest leniem
(like me) c;] Zawsze było tu tak pięknie… Całe pole na około stadniny należało
do pana Martina Brown’a. ten mężczyzna z wielkim sercem, od zawsze działał na
rzeczy dobroczynne. Mniej więcej przez to stał się na tyle bogaty, aby
wybudować tak wielką stadninę. Rok temu wszyscy trąbili tylko o tym, że wziął
za żonę jakąś rozwódkę z synem.
„Ale… To na pewno
były tylko plotki…”- pomyślałam.
Pan Brown, był od
nas tylko 10 lat starszy… I wręcz od zawsze podobał się Su. Jej nie chodziło o
jego wielki majątek, lecz serce dla zwierząt. Mnie z resztą też trochę
interesował, lecz starałam się tego nie pokazywać. W życiu nie chciałabym odbić
chłopaka najlepszej przyjaciółce. Myślę, że Susane załamałaby się, gdyby te
plotki okazały się prawdą…
Zauważyłam
przyjaciółkę siedzącą na rogu ławki. Była odwrócona do mnie tyłem, lecz
przypuszczam, że ona również się nie zmieniła.
- Susane!- zawołałam przyjaźnie.
Moja przyjaciółka
wstała i podbiegła do mnie, aby dokładnie mnie wyściskać. Zauważyłam jej jak
zwykle bladą skórę, i ciemne oczy, które wyrażały teraz sto emocji na sekundę.
Pod jej lewą paczadełką widniał dobrze mi już znany pieprzyk, który miała od
zawsze. Niestety nie urosła, dalej miała
zaledwie 165cm wzrostu. Zawsze, gdy gdzieś wychodziłyśmy, wyglądałam jak jej
matka. Jedynej zmianie jaką udało mi się dostrzec uległy włosy. Wciąż były
ognisto rude, lecz zamiast sięgać jej do pasa, sięgały teraz połowy ud.
- Jejku, Daisy! Dlaczego tak długo się nie odzywałaś?-
zapytała ze strachem w oczach, z każdej strony dobrze mi się przyglądając- I w
ogóle, to… zawsze przecież przyjeżdżasz tu z Leo…
Najwidoczniej z
mojej miny wywnioskowała, że coś jest między mną a moim chłopakiem nie tak, ponieważ
szybko zamilkła i zaprosiła mnie do klapnięcia na ławkę. Po chwili wiedziała
już wszystko. Siedziałyśmy w ciszy. Słychać było tylko trele ptaków i mój
tłumiony szloch… Su jednak wiedziała jak mnie rozweselić, więc płakałam tylko
chwilkę.
- Tak w sumie…- zaczęłam- to może podzieliłabyś się ze mną
jakimiś nowinkami z pierwszej ręki, co?- dokończyłam z uśmiechem.
- No, pewnie! Ominęło cię dość sporo ciekawych zdarzeń…
Susane była moją
informatorką. Może i była nieśmiała, lecz bardzo dobrze obserwowała… zazwyczaj
ludzi.
Przyjaciółka w
momencie zasypała mnie faktami typu: „Georg zszedł się w Christą…”, „Connie
zerwał z Sashką dla Marco, lecz pocieszył ją Jean…” (tak to z SnK ^u^) lub
„Otworzyli nową knajpkę z super przystojnym kelnerem…” ,itd.
-Susane! Su!- do moich uszu dotarł słodki głos pana Brown’a.
Popatrzyłam w stronę, z którego dochodził.
Ze stadniny wybiegł
pan Martin, jak zwykle w swoim stroju jeździeckim. Właśnie teraz do mnie
doszło… przecież on nigdy nie nazywał mojej przyjaciółki per „Su”…
- Susane, co tu robisz? Przecież masz dzisiaj wolne.
- Tak, tak… ale przyjechałam tutaj tylko na chwilkę. Już się
zbieram.- odpowiedziała Su.
- Ale ja cię nie wyga…
- Do widzenia- warknęła Susane.
Nawet nie wiem
kiedy Su zdążyła złapać mnie za rękę i odciągnąć od Pana Martina.
- Daisy… mogłabyś z łaski swojej przestać się ślinić na
widok do mojego szefa?- tym zdaniem wyrwała mnie z transu.
„Jak mogłabym
zrobić coś takiego Leo?”- pomyślałam łkając w duszy.
Popatrzyłam na nią
błagalnym wzrokiem, moich zielonych oczu. Widziałam, że zrozumie wiadomość.
- Ehhh…- westchnęła- Chodzi ci o jego „boskie ciało” w tym
super stroju, prawda?- zadając pytanie położyła swoje ręce na biodrach.
- Oh, jak ty mnie
dobrze znasz…- szeroko się do niej uśmiechnęłam pokazując swoje proste ząbki…
Ten rozdział został podzilony na dwie części, ponieważ jest za długi, na jeden raz.
Kolejna część pojawi się niebawem.
Chociaż... może mały szantarzyk...? (^u^) Zostanie ona opublikowana, gdy... pod tym postem pojawią się 2 komentarze... :D
- I tak nikt tego nie czyta... ;_; ~Mello
- Nie prawda! Przecież już ponad 200 wejść! :D
Bardzo serdecznie dziękujemy! Kochamy Was! >3<
~Wasza kochana, Sora-chan :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz